środa, 13 listopada 2013

Rozdział 17.

Po drodze Kol zajechał do sklepu z ubraniami. Po dłuższym zastanowieniu stwierdził, że nie pokaże się nigdzie cały w bitej śmietanie. Naprawdę musiałoby to wyglądać przekomicznie. Nawet małe dzieci, które wracają  z zabawy są czystsze. Gdy już weszli do centrum każde poszło w swoją stronę. Spojrzenie ludzi cały czas lądowało na nich. Pierwsze co zrobiła Allyssa to skorzystała z łazienki. Zamknęła się w niej i umyła i poprała swoje ubrania. Suszyła je suszarką do rąk. Trochę to trwało, ale jakoś się udało. Gdy wyszła postanowiła pójść do jubilera. Kupiła tam bransoletkę dla Kola aby odwdzięczyć się za wszystko co dla niej zrobił. Wiedziała, że cena bransoletki nie zwróci mu wszystkich pieniędzy wydanych na nią, ale liczy się gest. Prawda? Na biżuterii kazała wygrawerować " You makes my dreams come true"... W końcu to była prawda. Z tego całego zamieszania z prezentem zapomniała o tym po co tu przyszła. Czyli o ubraniach. Pobiegła, więc szybko do najbliższego sklepu i kupiła to. Kol też nie próżnował. Tylko, że on nie kupił sobie nic nowego.
Poszedł do samochodu i ubrał wpakowaną wcześniej do bagażnika skórzaną kurtkę, czarną koszulkę i jeansy tego samego koloru. On wolał pójść do kawiarni zahipnotyzować jakiegoś mężczyznę aby ten dał mu swojego laptopa i zamówić bilety do Rzymu. Z Ally spotkał się przy fontannie w centrum handlowym pół godzinny później.
- A gdzie bita śmietana? - spytał.  
- Zmyła się w damskiej toalecie chłoptasiu, to pojedziemy już tam gdzie mamy?
- Z miłą chęcią powiedział - i obydwoje skierowali się w stronę auta.

~ 2 godziny później ~
- Ally zbliżamy się na miejsce, więc musisz to założyć - powiedział po czy podał jej czarną chustę aby przewiązała nią oczy.
- Po co?
- Ponieważ droga do miejsca do, którego teraz jedziemy ma być tajna i tylko nieliczni ją znają.
- Niech Ci będzie - powiedziała po czym przewiązała oczy.
Samochód przejechał przez bramę jechał ok 1 km korytarzem, który składał się z wierzb płaczących po czym stanął przed pięknym dworem. 
Pierwotny opuścił pojazd i podszedł do drzwi pasażera. Wziął Ally na ręce po czym postawił dopiero naprzeciwko willi. Odwiązał jej oczy i powiedział entuzjastycznie
- Niespodzianka.
Dziewczyna z wrażenia zaniemówiła. Przed nią stała wielka, piękna budowla. Za domem rozciągał się las. Trawa była równo przystrzyżona. Na trawniku przed domem było mnóstwo czerwonych kwiatów.
- To twój dom? - spytała.
- Nie, ten dom nie należy do nikogo z mojej rodziny.
- No to co tu robimy? - spytała niespokojnie.
- Powiedzmy, że znam właściciela - uśmiechnął się.
- To co wejdziemy do środka? - spytał.
- Pewnie - powiedziała po czym poszła wolnym krokiem do drzwi. 
Gdy już obydwoje byli przed nimi Kol wyciągnął klucze, otworzył zamek i zaprosił Ally do środka.
- A ty czemu nie wejdziesz? - spytała zaciekawiona.
- Nie mogę, właściciel mnie nie zaprosił.
- To co robisz dzwoń do niego, nie zamierzam siedzieć w tym domu sama, za bardzo się boję.
- Nie trzeba dzwonić, właściciel jest w domu.
- No to go zawołaj - ponagliła.
- Oj mój głupiutki skarbie.
- Co? - spytała oburzona.
- Nic nie rozumiesz? 
- Nie, a powinnam? - spytała. 
- To ty jesteś tym właścicielem, wszystkiego najlepszego kochanie - powiedział słodko.
- Jak to? 
- Jak się nie mylę to wczoraj miałaś urodziny, a z tego co wiem na pewno się nie mylę, więc zaprosisz mnie czy mam spędzić noc w altance?
Ally zrobiła przesadny ukłon po czym powiedziała:
- Możesz wejść, chyba, ale ja nie mogę przyjąć tego prezentu.
- Oj, możesz, możesz - powiedział po czym do środka wziął Ally na ręce po czym pognał na górę, postawił przed komórką i rzekł
- Jeśli będziesz niegrzeczna to tu będziesz siedzieć, rozumiesz?
- Tak rozumiem - powiedziała po czym podeszła do niego i się przytuliła.
- A to za co, czym sobie na to zasłużyłem? - spytał ciekawy.
- Dziękuję, za dom, za urodziny za wszystko... - mówiła w jego tors.
Po chwili jednak się odsunęła, wyciągnęła z torebki czarne pudełeczko, wręczyła mu je i powiedziała
- A to tak w podziękowaniu za to wszystko - i się uśmiechnęła.
***
Dzień zapowiadał się pięknie i spokojnie jednak skończyło się jak zawsze. Deszcz nie ustępował. Krople spływały wolno po szybach. Niebo było szare, a wszystko na dworze bezbarwne pozbawione chociaż części przyjemnego, jasnego blasku. Odcięci od reszty świata przyjaciele mieli w końcu czas i ochotę na to aby porozmawiać. Siedzieli w salonie na wygodnej sofie przy kominku, w którym skrzył się ogień. Byli tak pochłonięci rozmową, że nawet nie zwracali uwagi na pogodę. A towarzyszyła im cicha, spokojna muzyka klasyczna.
(...)
- To co powiesz mi w końcu skąd o nas wiesz?
- Może tak, może nie proszę Cię zostawmy to w spokoju.
- Nie Ally niczego nie zostawimy w spokoju.
- No niech Ci będzie zacznijmy od początku.
Był bardzo wczesny, letni poranek. Czytałam właśnie książkę na cmentarzu obok grobu mojej matki i w tym właśnie momencie pojawił się on...
- Kto?
- Dokładnie to nie wiem, wiem jedynie, że podawał się za Stefana jednak ja od początku wiedziałam, że nim nie jest było w nim coś innego..
- A mianowicie co?
- Był taki... To znaczy w jego oczach było widać mrok... Sam jego sposób chodzenia wyrażał pogardę wobec innych, a wujek nigdy taki nie był... Już po pierwszych słowach postrzegałam go jako aroganckiego dupka, ciebie zresztą też - uśmiechnęła się i odwróciła głowę aby zobaczyć wyraz jego twarz.
- No i do dalej? - zapytał nawet nie komentując tego co wcześniej usłyszał.
- No i co miało być dalej rozmawialiśmy, on opowiadał mi o swojej niespełnionej miłości szczerze mówiąc zrobiło mi się go żal, więc pogadałam z Bonnie o zasłonie oddzielającej nasz świat od tamtego wymiaru, no i co później umarła rozumiesz umarła przeze mnie - gdy to tylko powiedziała zaczęła płakać.
- Ej aniele to nie twoja wina rozumiesz? - powiedział czule i przytulił ją do siebie.

niedziela, 3 listopada 2013

Dziękuję...

 Chciałabym wam podziękować za
ponad 8 tysięcy wyświetleń. 
Jesteście kochani... ;*

Mam też pewną prośbę...
Wraz z koleżanką założyłyśmy na fb fanpage.
Dotyczy on TVD i THG.
Ona wtrąciła tam jeszcze Percy Jacksona. 
(Może ktoś lubi, ale ja wymiękłam po pierwszym rozdziale :D)
Także proszę o przysłowiowe "like"

Będę wdzięczna.... ;* :)


Ps. Proszę dodawajcie też komentarze... Ostatnio dodałam rozdział i są tam tylko dwa komentarze.
Czytam = komentuję... Mogą być nawet z anonima... Bardzo proszę :)

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 15 i 16

Ally dała się jednak przekonać na wspólną zabawę i dzięki temu przyjęcie urodzinowe udało się bardzo dobrze. Wszyscy tańczyli, bawili się, pili, a nawet śpiewali. Damon z Kolem wpadli na genialni pomysł zabawy w karaoke. Wszyscy byli za oprócz solenizantki. Jednak i ta dała się przekonać. Co prawda kilka razy przyszła policja. Policjanci twierdzili, że sąsiedzi skarżą się na zbyt duży hałas. Nie było to jednak prawdą. Nie według Kola. Impreza może i potrwałaby dłużej, lecz Ally nie czuła się najlepiej, a nikt nie chciał jej męczyć. W końcu to było jej święto. A poza tym wszyscy wiedzieli, że musi się wyspać bo czeka ją dzień pełen wrażeń. Tak, więc wyszli zaraz po 6 nad ranem.
***
  ~ Ok. 9 nad ranem ~
Kol chodził po domu uderzając w garnki długą drewnianą łyżką do sałatek wołając:
- Ally wstawaj przed nami cały dzień.
Gdy tylko dziewczyna usłyszała głosy dobiegające za drzwi jej pokoju nałożyła poduszkę na głowę i jeszcze bardziej przykryła się kołdrą. Jednak i to nie pozwalało zagłuszyć tego co robił Kol. Pierwotny  wpadł do pokoju, ściągnął pościel z łóżka, wziął Ally na ręce i wrzucił do napełnionej wcześniej wanny zimnej wody.
- Czy ty jesteś chory psychicznie, bo jeśli tak to udaj się na leczenie. Idiota. Palant.... - krzyczała na niego.
- O w końcu się obudziłaś - mówił jak najbardziej z siebie zadowolony - a teraz skorzystaj z okazji pobytu w wannie i się wykąp, bo za 30 min wyjeżdżamy. Śniadanie powinnaś mieć w swoim pokoju - poinformował ją i wyszedł.

***
Panienka Salvatore miała tego wszystkiego dosyć. Dosyć wkurzającego Pierwotnego, pobytu w luksusowym apartamencie, chciała w końcu wrócić do domu. Do Mystic Falls. Do ojca z którym od wczoraj ma coraz lepsze relacje. Allyssa była wdzięczna Rebekhce. Widać było, że zmieniała jej ojca.
Gdy wczorajsza solenizantka przygotowywała się do wyjazdu z walniętym Pierwotnym ten poszedł zapolować. Przypomniał sobie jak dawno tego nie robił. Przy niej się hamował. Nie wiedzieć czemu. Przecież wiedziała jak wygląda typowy żywot wampira. Miała go w domu i Mikaelson wątpił, że zwłaszcza po śmierci Rose Damon będzie się hamował z piciem krwi prosto z żyły. Ofiarą "palanta" była zgrabna blondynka. Spotkał ją na przystanku. Widział jak spóźnia się na autobus. Zagadał, a później pozbawił jej całego życiowego płynu. Był manipulatorem i to trzeba było mu przyznać. Do "domu" bo tak nazywał pokój hotelowy w którym spędził większość swojego nieśmiertelnego życia wrócił po ok. 20 minutach.
- Jesteś gotowa? - krzyczał już od progu.
- Jeszcze nie - usłyszał w odpowiedzi.
- Masz jeszcze 10 minut - powiedział zdenerwowany.
- Pamiętam.
Ally nie wiedziała gdzie się wybierają, więc nie wiedziała też w co się ubrać. Po dłuższym zastanowieniu założyła to. Włosy pozostawiła rozpuszczone, także spływały jej kaskadą po plecach. Zrobiła delikatny makijaż. I włożyła " Upadłych" Lauren Kate do torby po czym wyszła na spotkanie z krwiożerczą bestią.
- Gotowa? - spytał tym razem mniej zdenerwowany.
- Chyba tak, nie licząc tego, że jestem, strasznie głodna - powiedziała cicho.
- Przecież przywieźli Ci jedzenie do pokoju.
- Tylko, że ja jestem wegetarianką, a tam nic dla mnie nie było - szepnęła.
- Ok, w takim razie zjemy coś po drodze - powiedział.
- Dziękuje - odpowiedziała i po schodach zbiegła na dół.
***
Podróż zapowiadała się ciekawie. Para "przyjaciół" już zdążyła się kilka razy posprzeczać. Im to chyba jednak jak najbardziej odpowiadało. Muzyka głośno wypływała z radia. Cały czas rock oszaleć by można - myślała Ally. Kol łamał chyba wszystkie możliwe przepisy. Już chyba po 100 km mieli wyścig z strażnikami prawa. Pierwotny nie zdawał sobie sprawy z tego jak jego pasażerka się boi. Ona nie dawała po sobie tego poznać. Tak było chyba lepiej. Nie mogło ich nic łączyć. Nawet przyjaźń. Dlaczego? Dlatego, że później będzie trudno się rozstać. A rozstanie było nieuniknione. Prawda? Ona kiedyś umrze, on zostanie. Ona będzie chciała założyć rodzinę, liczyć rachunki, on będzie liczył ile lasek bzyknął i ile wypił na imprezie. Za dużo ich dzieliło. A dzieliło ich prawie wszystko. W radio zaczęła lecieć ulubiona piosenka panienki Salvatore. Mikaelson wyciągał już rękę aby zmienić stację jednak dojrzał proszące spojrzenie dziewczyny. Zostawił radio w spokoju i po chwili usłyszał śpiew anioła. Ally śpiewała wraz z wokalistką. Na początku nieśmiało i cicho później już coraz głośniej. Pierwotnemu zbierały się łzy w oczach. Była to najpiękniejsza chwila jaką dotychczas przeżył. Nikt jeszcze się przed nim nie otwierał. Ona robiła to jednak z dnia na dzień, z minuty na minutę. Pewnie nieświadomie, ale jednak to robiła. Gdy piosenka się skończyła i anielski głos ucichł spytał:
- Nadal jesteś głodna? 
- Jak wilk - odpowiedziała ze śmiechem.
- I pewnie zjadłabyś konia z kopytami? A nie przepraszam zapomniałem, że jesteś wegetarianką w takim razie proponuje drzewo z korzeniami - śmiał się.
***
Restauracja, a raczej obskurny zajazd oddalony był ok. 20 km od ich dotychczasowego miejsca postoju. Ten odcinek pokonali bardzo szybko i kilkanaście minut później mogli cieszyć się goframi i kawą w barze. Wystrój wnętrza nie był aż znów taki zły. Czerwone sofy i stołki barowe idealnie kontrastowały z białymi ścianami. Czerwone zasłonki w białą kratę wyglądały jak koce piknikowe. 
Za ladą stała miła pani w starszym wieku, która przyjęła ich zamówienie. 
Allyssa jadła gofra z bitą śmietaną i truskawkami, Kol natomiast zajadał się jajkami i bekonem.
- I co smakuje? - zapytał.
- Bardzo - powiedziała i wróciła do jedzenia. Po chwili zrobiła szyderczy uśmiech i poprosiła o całe opakowanie bitej śmietany w sprayu .Gdy tylko kelnerka dostarczyła zamówienie Ally zaczęła obmyślać plan. Pierwotny był w tej chwili tak bardzo zadufany w sobie, że nawet nie zauważył i nie poczuł, że na jego dłoni znajduję się porcja śmietany. 
- Kol chyba masz coś na twarzy - powiedziała śmiejąc się. Ten nadal był czymś zamyślony i odruchowo potarł twarz wcierając w nią bitą śmietanę.
- Diablica, a myślałem, że zabieram tu anioła. - powiedział.
- Przepraszam poproszę to co koleżanka - zawołał.
- Teraz to zacznie się wojna- powiedział zaczepnie.
- Nie boję się ciebie - powiedziała.
- A powinnaś - powiedział po czym wystrzelił biały krem w stronę Ally.
Ubrudził jej przy tym sweterek.
- Tak chcesz grać? - spytała.
- Tak - powiedział pewnie.
- W takim razie... - nie dokończyła bo podeszła do Kola, usiadła mu na kolanach i wtarła kolejną porcję białej pianki.
- Rozpraszasz mnie.
- Tak mi przykro - odpowiedziała, starła palcem trochę słodyczy z jego twarzy i wzięła go do ust.
- Dobre. 
- Naprawdę? Poczekaj też muszę spróbować - i zrobił to samo co ona - tak masz rację naprawdę dobre.
Po tym stwierdzeniu Ally wzięła swój sprej i rozprowadziła mu go po włosach po czym uciekła. Ten gonił ją po całej restauracji. Co rusz odrzucali puste opakowania i brali kolejne. Bar zresztą tak jak oni był zupełnie biały i puszysty. Wszystko wyglądało jakby było przy dekorowane na Boże Narodzenie.
- W takim stanie do mojego samochodu nie wsiądziesz - odparł gdy stali już na parkingu.
- Sam wyglądasz nie lepiej - powiedziała po czym wskoczyła do auta.
- To co jedziemy dalej? - zapytała najsłodziej jak potrafiła z siedzenia pasażera.
- Tak - powiedział po czym wsiadł do samochodu i odjechali.
--------------------------
Napisałam.... Ciężko było, ale jakoś tam dałam sobie radę :D
Następny pojawi się nie wiem kiedy... Pewnie jak najszybciej bo muszę go tylko dokończyć... Mam nadzieję, że wam się podobało ;*

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 14. cz. 2

"To twój brat Jace..." - te słowa krążyły po głowie dziewczyny przez krótki czas, ponieważ chwilę potem osunęła się w ramiona silnego pierwotnego. Kol zaniósł ją do swojego pokoju i położył delikatnie na łóżku. Po wykonaniu swojego zadania przysiadł w nogach posłania i czekał, aż dziewczyna się obudzi. Trwało to dość krótko. W pewnym momencie długie, czarne rzęsy zatrzepotały, a w szmaragdowo - zielonych oczach pojawiły się radosne iskierki, które najmłodszy z braci Mikaelson tak lubił.
- Co się stało? - zapytała słabym głosem nie do końca pamiętając co wydarzyło się przed chwilą.
- Oprócz tego, że twoje życie legło w gruzach... przeze mnie.... i to w co zawsze wierzyłaś okazało się kłamstwem ... To zemdlałaś i przepraszam... Miał to być twój najlepszy dzień w życiu... - przerwał widząc jej wyraz twarzy. Natłok informacji chyba w tym momencie nie za  dobrze działał na jej umysł. Jednak szybko wszystko przetrawiła i powiedziała:
- Ejjj.. Nie masz za co przepraszać. To, że mój "kochany" tatuś nie powiedział mi, że mam brata to nie twoja wina.... Dziękuję.. za wszystko - szepnęła. Wampir tylko przysunął się w jej stronę i złapał za delikatną dłoń. Nic nie mówił. Rozumieli się bez słów. 
***
- Czyli to co powiedział mi Kol to prawda tak? Jace jest moim bratem? - Ally zadała pytanie siedzącemu na przeciwko stołu Damonowi. 
- Tak... Takk cholera miałem nadzieję, że nigdy się o tym nie dowiesz... - odpowiedział zaciskając dłonie w pięści aby powstrzymać złość. 
- Mama..... czy mama wiedziała? -szepnęła bawiąc się kieliszkiem w którym pozostało jeszcze trochę czerwonego wina.
- Oczywiście, że tak słonko... Twoja mama wiedziała o wszystkim.... Ale musisz wiedzieć, że mój romans z Margaret trwał jeszcze przed powtórnym wróceniem twojej matki do świata żywych - rzekł ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę. Z trudem powstrzymywał łzy. Wiedział, że jeśli zacznie płakać to po pierwsze zaraz za nim łzy uroni jego córka, a po drugie jego kochani znajomi będą mu to wypominali do końca życia. A tego nie chciał już i tak miał zbyt dużo problemów na głowie. Zamiast okazania swojej małej czułości w chwilach w których najbardziej go potrzebowała uciekł w w stronę alkoholu. Skorzystał z łatwiejszej drogi... Zrobił to po raz pierwszy i jak stwierdził ostatni...
***
Muzyka rozbrzmiewała w głośnikach. Balony wypełnione helem przylgnęły do sufitu. Pary tańczyły na dywanie i gdzieś  tym całym zamieszaniu siedziała solenizantka, która nie wiedziała już co ma myśleć. W dzieciństwie zawsze chciała mieć rodzeństwo, ale to było już bardzo dawno jeszcze wtedy kiedy jej rodzina była w komplecie. Teraz dowiedziała się o tym, że ma brata o którym nic nie wie. Gdy tak siedziała roniąc łzy do pokoju wszedł Kol. Bez chwili namysłu podszedł do niej i przytulił najmocniej jak potrafił.
- Dlaczego tu jesteś? Dlaczego nie bawisz się z innymi? Dlaczego tak po prostu nie odejdziesz? - zapytała wtulona w jego tors.
- Dlaczego nie odejdę nie wiem, najzwyczajniej w świecie sądzę, że muszę być tu przy tobie. Dlaczego nie bawię się z innymi bo jestem tu dla ciebie i tylko to się liczy. To miały być twoje urodziny i to ty powinnaś się bawić najlepiej... Mała wyjdź stąd i choć raz się zabaw, ale jeśli nie chcesz to posiedzę tu z tobą.
- Dziękuję - szepnęła.
- Za co?
- Za to, że jesteś - powiedziała i jeszcze bardziej się w niego wtuliła...
***
Błędy – wszyscy je popełniamy. Zazwyczaj mamy najlepsze intencje, jak trzymanie czegoś w tajemnicy, by kogoś chronić. Albo chcemy oddalić się od osoby, którą się staliśmy. Czasami nie wiemy nawet, jakie błędy popełniliśmy. Albo odkrywamy to w ostatniej chwili żeby zdążyć wszystko wyprostować. Ale żaden błąd nie zdarza się bez powodu. Daje nam lekcje czegoś, czego w innym wypadku byśmy nie zrozumieli. Można mieć tylko nadzieję, że więcej nie popełnimy tego błędu. Całe szczęście, że tak się nigdy nie dzieje...*
----------------------------------------
Wiem, że krótki nawet bardzo, ale cóż już tak musi być... Przepraszam za to, że tak późno... Że musieliście czekać... Nowa szkoła, nowi ludzie i dużo więcej obowiązków.... Rozdziały nie będą dodawane regularnie... Choć możliwe, że  tym tygodniu jako zadośćuczynienie wpadnie jeszcze jeden :) 
* Plotkara s.II odc. 20  

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 14. cz1

Zbliżał się wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi. Ptaki szukały swoich gniazd żeby spędzić w nich cichą i spokojną noc. Ruch na ulicy dopiero się zaczynał. Nocne życie rozpoczynało się tu dopiero po zmroku. Uczestniczyli w nim zwykli ludzie, a także wampiry. Bezlitosne kreatury wysysające z innych krew. Na długich, brukowych ulicach malarze porozstawiali swoje sztalugi i liczyli na zarobek. Turyści, którzy nie rozstawali się nigdy ze swoim aparatem teraz też byli widoczni w samym środku miasta. Bourbon Street zostało skąpane zostało w złotym blasku latarni. Właśnie tą ulicą szła szybkim krokiem brunetka średniego wzrostu. Jej oczy błyszczały nadnaturalnym blaskiem. Mężczyźni nie mogli oderwać od niej wzroku. A ta w ogóle tego nie dostrzegała. Była zbyta zajęta układaniem przemowy, w której powie swojemu współlokatorowi jak bardzo go nienawidzi i jak bardzo chce już wracać do domu. Lekki powiew wiatru rozwiał jej długie do pasa, kręcone włosy. Postanowiła je poprawić korzystając z małego, podręcznego lusterka.Gdy tylko je wyjęła zrozumiała, że coś jest nie w porządku. W torebce znajdowało się granatowe pudełeczko z zamszu. Nie miała pojęcia co mogło się w nim znajdować i skąd mogło się wziąć w jej torbie. Postanowiła sprawdzić jego zawartość siadając w pobliskiej restauracji. Wnętrze wydawało się mroczne. Ciemne ściany, czarna podłoga i obrazy przedstawiające martwych ludzi raczej nie były w jej klimacie. Wydawało się jednak, że to miejsce uspokaja. A przecież nie powinno się czuć spokoju właśnie dzisiaj i to w takim lokalu, w którym powiewało grozą. Dziewczyna kierowana ciekawością przysiadła na najbliższym krześle i otworzyła pakunek. Jej oczom ukazał się....
***
Wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Kol z niepokojem krążył po pokoju. Allyssa powinna już dawno tu być. Jace był, a przecież wyszedł z kafejki później od niej. Damon wraz z Rebekhą, Katherine i Elijah udali się do kuchni, żeby porozmawiać. Niklaus siedział przed biurkiem kończąc jakieś swoje bohomazy. Caroline z powagą sprawdzała czy wszystko jest tak jak powinno. Najmłodszy z braci Mikaelson podszedł do stolika na którym stała butelka z Whiskey i już miał sobie napełnić nim szklankę gdy usłyszał dźwięk przekręcającego się klucza w zamku. W wampirycznym tempie zgasił w pokoju światło i wraz z innymi schował się za kanapą. 
***
Wchodząc do apartamentu dziewczyna stwierdziła, że jest cicho zbyt cicho. Zapaliła światło i odłożyła torbę na podłogę. Weszła do pokoju Kola, ale z przykrością stwierdziła, że go tam nie ma. Musiała z nim poważnie porozmawiać. Poszła do salonu w celu pooglądania jakiegoś nudnego talk show. Gdy tylko przekroczyła próg zza kanapy wyskoczyli : Kol, Klaus, Katherine, Caroline, Elijah, Stefan, Elena, Damon, Rebekah i z wielkim zaskoczeniem dla solenizantki przystojny blondyn, którego spotkała dzisiaj w parku krzycząc " Niespodzianka". Ally zaniemówiła. Jako pierwszy podszedł do niej Kol.
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin - powiedział jej do ucha.
- Ale ja przecież nie mam dzisiaj urodzin. I co tu robi ten facet którego poznałam dzisiaj w parku? - zapytała szeptem wskazując palcem w róg pokoju.
- Czyli Damon ci nic nie powiedział? - zapytał bardziej sam siebie niż ją. - To twój brat Jace...
CDN....
----------------------------------------------------
No więc tak przepraszam, że dopiero dzisiaj. Chociaż obiecałam wczoraj, ale była u mnie burza... Myślę, że po części wyjaśniłam o co chodzi z tym przystojnym blondynem. Przynajmniej powiedziałam wam kim jest.... Tak jak zwykle 7 kom. = nn :D
Pozdrawiam ;* 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 13.

Dzień zapowiadał się pogodnie. Ptaszki ćwierkały. Słońce mocno ogrzewało ludzkie twarze. Psy tarzały się w rozkopanej ziemi. Ludzie wędrowali po mieście. I gdzieś tam w tej kolorowej jak nigdy rzeczywistości byli też Kol z Ally w swoim pięknym apartamencie.
  - Ally, błagam Cię ścisz tą muzykę - powiedział wpadając do jej pokoju.
- Ja rozumiem, że masz niewyobrażalny słuch, ale nie przesadzaj - powiedziała spokojnie.
- Może podłączyłabyś słuchawki, co? - rzekł i pokazał jej leżący na łóżku kabel.
- Przepraszam, naprawdę Cię przepraszam.
- Ej, mała nie masz za co przepraszać, a teraz ubieraj się idziemy na spacer.
- Ekhem - chrząknęła.
- Tak? - zapytał z szyderczym uśmiechem,
- Może byś wyszedł?
- Ach tak, wybacz mi zapomniałem - powiedział wychodząc.

Zaraz po jego wyjściu dziewczyna wzięła szybki prysznic. Nałożyła na siebie czarne rurki, białą bokserkę i niebieski sweter. A na nogi włożyła białe (długo uproszone) tenisówki.
Włosy związała w luźnego kłosa. Zrobiła lekki nawet bardzo lekki makijaż. A oczy przykryła ( zresztą tak jak zawsze) swoimi za dużymi okularami. Na ramię zarzuciła czarną torbę.

- Kol, jestem gotowa - krzyknęła, wychodząc z pokoju.
Odpowiedziała jej cisza.
- Kol, gdzie jesteś? - krzyknęła.
Ciągle cisza.
- Kol, to wcale nie jest śmieszne - powiedziała wychodząc.

Ally chodziła po mieście. Oglądała zabytki. Odwiedzała muzea. Karmiła gołębie na rynku. A gdy już była zmęczona zaczęła czytać książkę przy fontannie. Długo jej jednak nie poczytała bo na plecach poczuła krople wody. Szybko się odwróciła żeby sprawdzić co lub kto jest temu winny. Winowajca stał po drugiej stronie małej fontanny i się uśmiechał. Był nim przystojny blondyn. W jego bursztynowych oczach pojawiły się wesołe iskierki.
- Czy mógłbyś przestać? - spytała.
- Przepraszam, ale to jedyny sposób aby odciągnąć Cię od książki.
- Udało Ci się, powiesz mi co chciałeś?
- Zaprosić taką piękną dziewczynę na kawę - powiedział.
- Przykro mi nie piję kawy.
- No to może na herbatę? - zaproponował.
- Herbaty też nie piję - odpowiedziała z przekąsem gładząc książkę po okładce.
- Woda?
- Nie.
- Sok? - zapytał podenerwowany
- Też nie.
- Shake?
- Tym bardziej nie. Nie widzisz jaką mamy pogodę? - wzniosła oczy do nieba gestykulując swoją odpowiedź.
- Widzę - odpowiedział i usiadł koło niej.
- Nie dasz mi dzisiaj spokoju prawda? - spytała.
- Prawda - odpowiedział zadowolony z siebie.
- No, więc chodźmy - powiedziała wstając.

   ~ Kawiarnia ~

Ally wraz ze swoim towarzyszem usiadła przy stoliku z widokiem na park. Rozmawiali o wszystkim jakby znali się od dawna. Rozmowę przerwała im jednak kelnerka, która przyszła złożyć zamówienie.
- Co podać? - zapytała wpatrując się cały czas w przystojnego blondyna.
- Ja poproszę kawę z mlekiem - powiedziała niepewnie Ally.
- A ty? - zapytała kelnerka.
- To samo - odpowiedział bursztynowo oki.
- Coś jeszcze? zapytała Polly.
- Nie już wszystko dziękujemy - powiedzieli wspólnie po czym zaczęli się śmiać.
- Mówiłaś, że nie pijesz kawy.
- Kłamałam - zaśmiała się.
  30 minut później...
- Przykro mi muszę już iść - powiedziała wstając.
- Odprowadzę Cię - zaproponował.
- Nie trzeba mam blisko - powiedziała.
- Powiesz mi jak masz na imię? - krzyknął pytająco gdy ta była już przy drzwiach.
- Może kiedyś - krzyknęła w odpowiedzi  i wyszła.
----------------------------------------------------
Wiem, że rozdział bardzo, ale to bardzo krótki... Nie martwcie się jednak, bo nn pojawi się już w niedzielę. Obiecuję ;D.. Jesteście ciekawi kto jest tym przystojniakiem. Pewnie tak, ale ja wam nic nie powiem xd

PS. Jak pewnie zauważyliście nie mam tu Archiwum. Linki do rozdziałów są w zakładce "Rozdziały".

środa, 31 lipca 2013

Wróciłam.. :)

No to co oficjalnie informuję, że wróciłam z wakacji...
Już tęsknię za Sunny Beach. Ale cóż było, minęło.
Mam nadzieję, że cieszycie się z tego, że niedługo pojawi się kolejny rozdział. 
Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo brakowało mi pisania ;) 
Kocham was!!! <3
                              Pozdrawiam ;*

PS. Rozdział powinien pojawić się do niedzieli, ale jeśli tak się nie stanie to przepraszam...
Troszkę wtedy poczekacie :D