środa, 23 lipca 2014

The Kiss Goodnight - Prolog.

Hey Kochani Witajcie!
Miałam troszkę czasu na pisanie i wydaje mi się, że uda mi się zacząć nową historię.
Jednak byłam tak leniwa... Zresztą zobaczycie zaraz sami :D
Nie mam tylko pojęcia jak Wam się spodoba nowe opowiadanie. Liczę na opinie.

CZYTAM = KOMENTUJĘ

A teraz zapraszam do przeczytania prologu " The Kiss Goodnight" :)


- Nie mogę. Nie potrafię! - krzyczał rwiąc sobie włosy z głowy. 
- Dasz radę Kol tak jak zawsze - pocieszała go Ally - Miałeś już mnóstwo dziewczyn. Każdej wmawiałeś, że ją kochasz. Tym razem też dasz radę. 
- Ale ona jest inna. 
- W takim razie opowiedz mi o niej - powiedziała z ciekawością rozsiadając się wygodnie na kanapie po drugiej stronie pokoju. W ręku trzymała kubek parującej herbaty. Zawsze lubiła słuchać o kolejnych podbojach swojego najlepszego przyjaciela. Poznali się kilka lat temu na imprezie, na którą ona oczywiście nie chciała iść. Nie lubiła przebywać w jednym pomieszczeniu z ludźmi, których w ogóle nie znała. Była zupełnie inna od jej rówieśników. Jednak patrząc z perspektywy czasu stwierdziła, że nie żałuje. Był jej tak bliski, że nie wyobrażała sobie życia bez niego. Kochała go, kochała jak nikt inny. 
- Ona jest taka słodka, dobra, idealna...  Taka inna niż wszystkie. Zawsze wszystko musi wiedzieć najlepiej, ale to wcale nie jest denerwujące, wręcz przeciwnie. To cudowne. Kocham się z nią sprzeczać. Jednak jest mi źle, gdy po naszej kłótni nie odzywa się do mnie. Zawsze każe żyć mi tak jak chcę ja, nigdy nie wchodzi w grę dopasowanie się do innych. Czasem wydaje mi się, że jest aniołem, który zstąpił z nieba, a kiedy indziej, że wygnali ją z piekła, bo stanowiła konkurencję dla diabła. Nigdy nie wiem czy przyjaźni się ze mną, bo tego potrzebuje czy dlatego, że nie ma nikogo innego. Jestem okropny, nie mam pojęcia jak ktoś może się ze mną przyjaźnić...
- Na szczęście ja wiem - powiedziała Ally wcinając się Kolowi w pół zdania. 
Ale zacznijmy może od początku...


No to teraz już wiecie na czym polegało moje lenistwo...
Nie miałam siły na wymyślanie nowego imienia i charakteru głównej bohaterki... Bo do tego opowiadania Ally ze swoim charakterkiem była idealna :)

wtorek, 1 lipca 2014

Epilog

Too już ostatni rozdział mojego pierwszego w pełni ukończonego opowiadania. Jest mi smutno... Smutno, że zostawiam bohaterów nad którymi pracowałam ponad rok i Was moi czytelnicy... Nie mam zielonego pojęcia czy jeszcze kiedyś wrócę do blogosfery. Chciałabym to zrobić, ale każdego dnia zadaję sobie jedno nic nie znaczące pytanie "Po co?" Jak na razie muszę pozbyć się kłopotów, których mam teraz mnóstwo.. 
Ale to nie ważne... Czytajcie Epilog.... 
PS. Proszę każdego kto czytał moje opowiadanie o symboliczny komentarz... Z góry dziękuję... 
PSS. Kocham Was... Ianka <3 

Kol Mikaelson szybkim krokiem przemierzał uliczkę cmentarza. Zmierzał w to samo miejsce już od roku. Każdego dnia tam był, nie potrafił nie przychodzić w to miejsce. Był im to winny. To właśnie przez własną głupotę stracił narzeczoną i własne dziecko. Codziennie rozmyślał jak wyglądałoby jego życie gdyby zareagował inaczej. Może byłby teraz szczęśliwy?
- Cześć Kochanie. Wiesz, że Cię kocham prawda? A teraz mam dla ciebie nowe wieści. Rebekah z twoim ojcem postanowili się pobrać. Fantastycznie nie sądzisz? Mieli to zrobić już dawno, ale tak jakby pokrzyżowałaś im plany. Pewnie widziałaś stamtąd gdzie jesteś, że pierwsze miesiące po twoim odejściu były dla nas stosunkowo trudne. Jednak niektórzy już powoli się przyzwyczajają do takiego stanu rzeczy. Mamy na to całą wieczność. Brakuje mi ciebie, wiesz? Brakuje mi twoich nieśmiałych uśmiechów, spojrzenia wyrażającego satysfakcję zza tych twoich wielkich okularów. Do dziś nie pojmuję, czemu je nosiłaś? Ojj słoneczko. Pamiętasz tą książkę, którą kiedyś razem czytaliśmy? Wczoraj w końcu ją skończyłem. Trwało to strasznie długo, ale to chyba, dlatego, że za bardzo przypominała mi ciebie. To, co zrobiłaś nam wszystkim wcale nie było miłe, wiesz? Ale skończmy już z tym całym gadaniem o tym jak mi trudno. A trudno mi potwornie. Twój przyrodni brat wczoraj wieczorem przeprowadził się do Paryża. Stwierdził, że skoro to miasto miłości to może i on kogoś znajdzie. Klaus wraz z Caroline spodziewają się drugiego dziecka. Jak na razie ich córka Ally bardzo przypomina mi ciebie. Jest taka nieśmiała i mądra jak na swoje kilka miesięcy. Mam nadzieję, że w życiu nie spotka jakiegoś sarkastycznego wampira, który popsuje jej życie. Ally słoneczko tak bardzo bym chciał cię spotkać. Tak bardzo bym chciał poczuć słodycz twych ust, obrzucać cię bitą śmietaną w jakiejś przydrożnej restauracji i słuchać twojego pięknego głosu. Byłaś wspaniała wiesz? Nadal jesteś. Rano byłem w domu, który Ci kiedyś podarowałem. Chyba spędziłem tam najlepsze chwile mojego życia. Wszystkie wiązały się z Tobą, co mnie wcale nie dziwi. Nie dziwi też chyba każdego, kto mnie zna. Byłaś taka dobra, we wszystkich znajdowałaś pozytywne cechy, nawet we mnie. Szczerze mówiąc nigdy nie myślałem, że ktoś taki jak ja może się zakochać. Jednak wszystko zmieniło się, gdy spotkałem w barze pewną dziewczynę. Sądziłem, że jest nieśmiała. Chyba się nie myliłem. Chociaż minęło tyle czasu ja nadal pamiętam jak się poznaliśmy. Chyba od samego początku miałaś mnie dość, ale ja się nie poddawałem. I chyba wyszło Ci to na złe. Przepraszam aniele, przepraszam. To wszystko moja wina. Zawiniłem, zawsze psułem wszystko, co tylko mogłem jednak ty zawsze byłaś przy mnie i mówiłaś, że będzie lepiej. Okay? Okay. Mała tak naprawdę nigdy Tobą nie gardziłem. Sam nawet nie wiem, czemu tak powiedziałem. To prawda nie chciałem dzieci, już na pewno nie w tamtym momencie. Twoja miłość zostałaby wtedy podzielona tak samo jak twój czas. A ja rok temu byłem zbyt wielkim gówniarzem, aby zrozumieć, że nie byłym samotny. Nie dość, że miałbym miłość twoją to także tego dziecka. Byłem głupcem, nie próbuj zaprzeczać… Kochanie Ty moje, jak Wam tam jest? Na pewno wspaniale. Niebo musi być wspaniałe. Szkoda, że nigdy się tam nie dostanę. Nigdy więcej Cię nie zobaczę. Chciałbym się rozpłakać. Jednak kiedyś obiecałem sobie, że nie będę tego robił. W całym swoim życiu płakałem tylko raz. I to jeszcze przez ciebie. To okropne, prawda? A teraz jestem silny. Przynajmniej chcę taki być. Bez sensu życia jest to jednak niezwykle trudne. Nie chciałem Ci tego mówić wcześniej, ale poznałem kogoś. Mam nadzieję, że nie jesteś zła. Co prawda tylko się przyjaźnimy. Nie chcę, ani nie oczekuję niczego innego. Nie potrzebuję tego. Wiem, że nikogo nie pokocham tak jak Ciebie. Jest to niemożliwe. Słyszysz mnie, prawda? Nie chce wiedzieć, że mówię sam do siebie. Jestem stary to prawda, ale jeszcze kompletnie nie zwariowałem. I mam nadzieję, że nigdy nie zwariuję. Rebekah by chyba tego nie przeżyła. Ja sam bym chyba tego nie przeżył. Wariowanie wcale nie jest fajne… Jest okropne. Niepanowanie nad własnym umysłem jest… hmm powiedzmy, że straszne. Ale tak naprawdę jest upokarzające. Ogólnie sama myśl, że nie wiesz, co robisz jest straszna. Boo powiedzmy, że zażyjesz mnóstwo tabletek nasennych. Chcesz z sobą skończyć. Ale jesteś na tyle głupi, że robisz to pod wpływem impulsu. Ojj kochanie przepraszam, zapomniałem… Twoja śmierć była niepotrzebna i głupia, aniele. Strasznie za tobą tęsknię. Nawet nie mam pojęcia ile razy już to powiedziałem – szepnął cicho gładząc kamienną płytę dłonią.
- Dziś jakieś trzy, a tak ogólnie to tysiąc dziewięćdziesiąt pięć razy – powiedziała brunetka siadając koło Pierwotnego na ławeczce. Jej włosy tak jak zawsze spływały kaskadą na plecy, a jej oczy nadal były tak samo szmaragdowe jak wcześniej…, choć to wszystko nie mogło być prawdziwe.
- Nie to niemożliwe. Ciebie nie może tu być – twarz Kola przybrała dziwny wyraz. Nie miał pojęcia, co zrobić. Siedzi nad grobem swojej ukochanej, a ona w jakiś niewytłumaczalny sposób znalazła się obok niego… żywa.
- Ale jestem Kol. Jestem – szepnęła i położyła swoją rękę na jego kolanie.
- Chyba właśnie zwariowałem. Kiedyś myślałem, że widzę Cię w sklepie gdzie spokojnie stałaś w kolejce, w kościelnej ławce, gdy tak słodko klęczałaś…, chociaż wolałbym, abyś robiła to przede mną, jeszcze później w kawiarni gdzie piłaś swą ulubioną kawę… Wariowałem zawsze, gdy Cię widziałem, a przynajmniej myślałem, że to robię. A teraz stoisz przede mną taka wyraźna, taka inna niż zawsze, lecz jednak tak samo piękna i kochana.
- W ciągu tego roku nigdy nie chciałam żebyś mnie widział, nie tak jak teraz. Zawsze napawałam się tym, że stoisz obok…. Rozmyślałam wtedy nad tym, co tliło się w twojej głowie.
- Ally?
- Tak? – Spytała patrząc się na swój własny pomnik. Był to dziwny widok. Nigdy nie myślała, że go dożyje. Jednak musiała tam spoglądać, ponieważ jej oczy nie mogły spotkać się z jego. Wiedziała, że gdyby tak się stało to nigdy nie wyjaśniłaby mu tego, co tak naprawdę chciała.
- Powiedz mi, że jesteś prawdziwa…, że twoje śmierć tak naprawdę była jednym wielkim kłamstwem… Zmieniłem się… Wiem, że byłem okropny, ale zmieniłem się… Wróć do mnie… Proszę, wróć do mnie wraz z naszym dzieckiem… Nie mogę dłużej żyć taki samotny… Nie mogę wstawać rano i czuć, że druga strona łóżka nadal jest zimna i pusta… To zbyt bolesne mój aniele…
- Już wróciłam Kol… Już jestem przy tobie. Nie chcę być nigdzie indziej, ani ja ani Julian… Nasze miejsce jest przy tobie tak samo jak twoje przy nas. Moja prowizoryczna śmierć była głupia jednak chciałam abyś się czegoś nauczył. I chyba już się nauczyłeś…
- Szybko się uczę… Nie musiałaś umierać - powiedział ze śmiechem wstając z ławki, szybko ściągnął też z niej Ally, którą mocno pocałował. Znów była jego. I żyli długo i bardzo szczęśliwie przepełnieni rozpierającą, wzajemną miłością.

niedziela, 15 czerwca 2014

Ogłoszenie Parafialne!







Przepraszam za zabicie Ally... Nie chciałam... A może jednak chciałam? Niedługo powinien pojawić się Epilog... I wtedy wszystko powinno się wyjaśnić. A może nie?
Kocham Was, wiecie? I dziękuję za to, że jesteście <3
PS. Czekam również na komentarze... Mogą być anonimowe! :D
PSS. Pozdrawiam ;*

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 26.


Hey moi kochani.... Trochę mi smutno, że jest tak dużo wyświetleń, a tak mało komentarzy... Bo to właśnie one motywują mnie do dalszego pisania... Proszę macie ode mnie kolejną część tego okropnego opowiadania... Ale jak ktoś je czyta to jestem szczęśliwa...
Pozdrawiam Ianka <3
PS. Wiem, że strasznie krótkie, ale w najbliższym czasie postaram się 

- Tato? – mówiła przez łzy do słuchawki telefonu.
- Ally, mała… czemu płaczesz? – zapytał Damon swoją córkę… Lecz podświadomie wiedział co się święci… I wiedział, że teraz będzie musiał być dla swej małej oparciem.
- Tato? Będę mogła z wami zamieszkać?
- Oczywiście kochanie, oczywiście… On znowu wszystko popsuł, prawda?
- On już nie istnieje w moim życiu… Przyjedziesz po mnie?
- Będę za 2 godziny… Spakuj się…
- Kocham Cię tato.
- Ja ciebie też, córeczko. Ja ciebie też…

***

 - Słońce, co on ci zrobił? – spytała wampirzyca zapłakaną Ally.
- Nic… - wyjąkała dziewczyna cicho w poduszkę. Nie miała już siły ukrywać okropnego zachowania Pierwotnego. Jednak mimo wewnętrznych oporów robiła to nadal. Nie chciała żeby Kol miał przez nią kłopoty, a poza tym Damon nie mógł dowiedzieć się o ciąży. Nikt oprócz jej i Kola nie mógł wiedzieć. Ally żyła w przekonaniu, że musi usunąć ciążę, a najlepiej umrzeć, ponieważ sama nie poradzi sobie z tym wszystkim, co wiążę się z posiadaniem dziecka.
- On jest idiotom Ally, nic z tym nie zrobi, ale nie martw się… Niedługo na pewno wróci z podkulonym ogonem, bo jednak mimo wszystko bardzo Cię kocha i nie potrafi wyobrazić sobie życia bez ciebie.
Znam swojego brata.
- Chyba jednak go nie znasz, nikt go nie zna… I on jak najbardziej potrafi wyobrazić sobie świat beze mnie… Problem w tym, że ja nie potrafię sobie wyobrazić świata bez niego… Kol powiedział, że mną gardzi… Z jego strony chyba zawsze chodziło tylko o sex…
- Kochanie, to nie możliwe… Kol szaleje za Tobą… A, że raz czy dwa się posprzeczaliście nie oznacza zaraz, że musicie się rozstać…
Jednak dla Allyssy ta sprzeczka oznaczała rozstanie, dla Pierwotnego zresztą też.
- Rebekah?
- Tak?
- Zostawisz mnie samą? Chętnie bym się przespała – szepnęła dziewczyna zamykając swoje szmaragdowe oczy.
- Śpij dobrze… Okay?
- Okay.
Zaraz po wyjściu Pierwotnej z pokoju Ally wstała i podeszła do niewielkiej szafeczki w drugim końcu pokoju. Trzymała w niej wszystkie leki, których tak bardzo zawsze potrzebowała. Delikatnie, aby nie wzbudzać podejrzeń wyjęła z szuflady pierwsze lepsze opakowanie tabletek i ponownie skierowała się do łóżka. Dopiero po wygodnym położeniu się w nim po lekkim wahaniu połknęła całą zawartość pudełeczka, po czym zapadła w sen, z którego już mogłaby się nie obudzić.

 ***



- Kol?
- Tak siostrzyczko?
- Co ty jej znów zrobiłeś? Przepłakała cały dzień i noc…
- Raczej, co ona zrobiła mi… - rzucił niedbale, tak jakby miał to wszystko gdzieś.
- Nie rozumiem – powiedziała Pierwotna z zaciekawieniem do słuchawki.
- Wpakowała mnie w dziecko… Rozumiesz!?! W DZIECKO!!!
- Czyli, że Ally jest w ciąży? – zapytała zszokowana.
- Jeśli nic nie zrobiła z tym bachorem to tak…
 - To twoje dziecko do cholery! Nic nie rozumiesz! Będziesz ojcem! – Jednak Kol rozłączył się nie słuchając wypowiedzi swojej siostry do końca. Sam przecież wiedział, że będzie ojcem… Wie skąd się biorą dzieci. Nie jest głupi.
***

 - Ally wiem wszystko… Obudź się… - powiedziała Rebekah otwierając drzwi. Odpowiedziała jej cisza.
- Ally!  - I ciągle cisza.
- ALLY! – krzyknęła szarpiąc ją za ramię…
- Ojj Ally coś ty zrobiła - szepnęła Pierwotna sama do siebie gdy zobaczył leżące na szafce nocnej puste opakowanie po tabletkach…
- DAMON!!! DAMON SZYBKO!!!
Wampir w ekspresowym tempie wpadł do pokoju.
- Co się stało?
- Ona… Ona… Ona nie oddycha… - mówiła przez łzy.
- Dlaczego nie podałaś jej swojej krwi?!? Kurwa, Rebekah…!  krzyczał starszy z braci Salvatore rzucając i psując różne rzeczy w pokoju córki.
- Ona jest w ciąży, Damon. To zabiłoby ją od razu, a wraz z nią dziecko. Dzwoń po karetkę… Może jeszcze uda się coś zrobić.
- Jeśli Ally z tego nie wyjdzie, jeśli nie wyzdrowieje to zabiję twojego brata….! Rozumiesz!
- Nie będziesz mógł tego zrobić… Bo już będzie martwy, już ja oto zadbam.

 ***

 - Kol! Ally leży w szpitalu… Jest w stanie krytycznym. Lekarze nie dają jej za dużych szans na przeżycie… Tak samo zresztą dziecku. Ta noc może się okazać ostatnią… Przyjedź zaraz po odsłuchaniu tej wiadomości… I pamiętaj, że ona zawsze Cię kochała…

***

W głowie Pierwotnego kotłowały się różne myśli. Może ją stracić. Może stracić ją i syna. Gdzieś podświadomie liczył na to, że to będzie syn. Przecież miał do niej jechać, miał ją przeprosić za to, co się wydarzyło. Przeprosić za to, co powiedział. To prawda nie chciał mieć dzieci. Nie nadawał się na ojca. Nie potrafił nawet zająć się głupim chomikiem, gdy Rebekah go o to poprosiła. A tu miał być ojcem, miał mieć dziecko. Prawdziwe dziecko, którym trzeba się zająć, które trzeba kochać. Takie, przy, którym trzeba ciągle być. Takie, które trzeba wychować na porządnego człowieka. A on najzwyczajniej w świecie nie znał się na takich sprawach. Ale wiedział jedno, musi zrobić wszystko, aby Ally i jego syn przeżyli.

 ***

 - Ty skurwielu, jeśli coś jej się stanie to Cię zajebie rozumiesz! Zniszczę Cię tak jak ty zniszczyłeś mi córkę i wnuka! I nie obchodzi mnie, że nie idzie Cię zabić!!! Już ja coś wymyślę!!! – krzyczał Damon rzucając się na Kola z pięściami.  Pierwotny dostał prawym sierpowym prosto w szczękę… Jednak nie przejął się tym. Wiedział, że zasłużył. Gdy tylko najmłodszy z braci Mikaelson pojawił się w Sali gdzie leżała dziewczyna z jego oczu poleciała samotna łza. Był to pierwszy raz gdy płakał. Kochał ją i kochał to dziecko, które nosiła pod sercem, ale uświadomił to sobie zbyt późno. Jego życie straciło sens wraz z jej ostatnim biciem serca.

CZYTAM = KOMENTUJĘ 

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 25.- Kolejna część.

- Chciałbym zacząć od tego, że mam naprawdę wspaniałego brata. Szkoda tylko, że doceniłem to dopiero teraz… Ale nie będę mówił o mnie choć mogę robić to godzinami… Mój brat po tylu latach samotności dorobił się w końcu kogoś, kto go pokochał całym sercem. Jest naprawdę wielkim szczęściarzem… - tu jego spojrzenie padło na Ally, która stała w kącie popijając swojego drinka i słuchając przemówienia, które raczej nie będzie zaliczało się do najlepszych, a może… - Pozwólcie, że przytoczę pewien cytat… Pewien znany polak kiedyś powiedział „Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.”
I sądzę, że tak właśnie jest i z nimi. Był pewien okres czasu, w którym krzywdzili się bez przerwy… Blizny wewnętrzne na pewno Nie znikną, ale wiem, że tylko po tym, co się wydarzyło będą potrafili być z sobą szczęśliwi, bo miłość to nie tylko ciągłe branie… Nigdy w niej o to nie chodziło i mam nadzieję, że nigdy chodzić nie będzie. Wiem, że ludzie mają problem z zaakceptowaniem tego, ale dacie sobie radę… W końcu się kochacie. „I chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.”

***

- Dziękujemy Kol.
- Ależ proszę bardzo, ale teraz pozwólcie, że zabiorę się już do domu – na jego ustach pojawił się wielki uśmiech, gdy to mówił, a Klaus bardzo szybko domyślił się całej reszty.
- Kol?
- Tak?
- Tylko Znów tego nie spieprz, jestem pewien, że kolejnej szansy nie dostaniesz.
- Wiem…
- Powodzenia! – Krzyknęli za nim nowożeńcy.

***

 - To było coś naprawdę pięknego… - szepnęła zasypiając wtulona w jego tors.
- Coś naprawdę pięknego trzymam teraz w ramionach – wyszeptał w jej ucho przytulając jeszcze mocniej.
- Kol proszę Cię przestań.
- Idź spać – powiedział otulając ich szczelnie kocem. Wiedział, że to może być ich jedyna i ostatnia szansa na szczęście.

***

 - Kol!!! Kol, do cholery!!! Chodź tu!!!
- Co się stało, kochanie?
- Nie nazywaj mnie tak!
- Wczoraj jeszcze wszystko było dobrze… Ally co się stało?
- Masz czytaj! – Krzyknęła i rzuciła w niego gazetą najmocniej jak potrafiła.



Jak donoszą nasze źródła Kol Mikaelson jeden z najbardziej pożądanych kawalerów naszych czasów już nie jest taki wolny. Widziany był, bowiem wczoraj z piękną kobietą, już niedługo jego żoną.
Ally Salvatore jak widać usidliła wiecznego kawalera. Kol i Ally obecni byli na ślubie brata przyszłego pana młodego. Jak widać śluby w rodzinie Mikaelsonów to teraz stały element. Czy ślub najmłodszego Pierwotnego pobije tak wielkie widowisko jak wczorajsze wydarzenie? Miejmy nadzieję, że tak…
Robert Black.



- Przez Ciebie myślą, że jesteśmy zaręczeni.
- To nie miało tak być. Wszystko miało toczyć się powoli. Nie mieliśmy być brani za parę dopóki sami o tym nie zadecydujemy.
- Nie rozumiesz, że teraz jesteśmy na to wszystko skazani. Skazani na siebie! Ja tego nie chcę Kol.
Wyjeżdżam. Jak to wszytko przycichnie, jak się skończy to wrócę. Wrócę i znów będziemy mogli się przyjaźnić.
- Ally czy ty nic nie rozumiesz?! Nie mam zamiaru się z tobą przyjaźnić. Nie chcę być twoim przyjacielem. A ten cały artykuł to jest znak. Od teraz jesteś moją narzeczoną czy Ci się to podoba czy nie! Jesteś moja! – gdy to wykrzyczał rzucił się na nią i zaciągnął do łóżka.
 
***
- Kol, ja… ja… - szeptała nie mogąc z siebie wydobyć nic więcej.
- Niech zgadnę… Jeszcze nigdy…
- Proszę nie śmiej się… - powiedziała cicho patrząc w palący się w kominku ogień.
- Ej… spójrz mi w oczy – szepnął podnosząc jej brodę do góry – nigdy nie mógłbym śmiać się z czegoś takiego. Powiedz mi tylko czy chcesz swój pierwszy raz przeżyć ze mną… Jeśli nie, odpuszczę i napiszę do gazety aby cofnęli to wszystko co o nas napisali…
- Nie chcę tego zrobić z nikim innym... Tylko proszę bądź delikatny…
- Będę słoneczko, będę… Zawsze…

***

- Kol? - Ally wyciągnęła rękę w poszukiwaniu swojego „kochanka” jednak go już nie było w łóżku. Z przerażenia, aż usiadła, a po jej policzkach zaczęły płynąć zły. Poduszka nadal pachniała nim, a on odszedł. Wykorzystał ją i odszedł. Mogła się tego spodziewać, ale myślała, że tym razem Kol stanie na wysokości zadania.
 
***

- Ejj księżniczko, co się stało? – Szepnął siadając obok niej na łóżku.
- Jesteś, nadal jesteś ze mną – wyszeptała, a jej ciałem wstrząsnął szloch.
Pierwotny szybko odstawił tacę z jedzeniem na podłogę i przytulił swoją ukochaną.
- Zawsze będę, kochanie – zapewnił i mocno przytulił swą ukochaną. Wiedział, że po tym, co się wczoraj stało, po tej wspaniałej nocy już nie może odpuścić.

***

- Oj braciszku słyszałem, że jesteś zaręczony – powiedział Klaus ze śmiechem rozmawiając z Kolem przez telefon.
- Sęk w tym, że nie jestem – odpowiedział Pierwotny bawiąc się frędzlami swojego ulubionego koca – Po tej całej waszej imprezie wszyscy myślą, że ja i Ally, że jesteśmy razem…
- To było WESELE Kol WESELE – roześmiała się hybryda.
- Wszystko mi jedno.
- Co jest, Kol?
- Chyba ją kocham.
- Kochasz?
- Jak cholera i to boli…
- To dobrze – powiedział Klaus i się rozłączył. Wiedział, że teraz to nie on powinien rozmawiać z jego bratem.

***

- Ally? Ally gdzie jesteś?
- Tutaj!
- Tutaj, czyli gdzie?
- Znajdź mnie! W końcu na tym polega zabawa w chowanego!
- Zabawa, w co?
- W chowanego Kol, w CHOWANEGO!
-…
- Kol?
- Mam Cię – szepnął jej do ucha mocno przytulając.
***
- Kol?
- Tak słoneczko?
- Jestem w ciąży…
- W czym?
- W ciąży.
- KURWA!!! DLACZEGO?!? – Pierwotny zaczął krzyczeć i rzucać, czym popadnie. Nie planował dzieci… Nie teraz… W ogóle nie wiedział czy chce je mieć. Chciał mieć Ally tylko dla siebie. Może to egoistyczne, ale on sam był egoistyczny i był z tego dumny.
- Uspokój się! Kol, proszę…
- JESTEM SPOKOJNY DO CHOLERY!!! JESTEM JAK NAJBARDZIEJ SPOKOJNY!!! ALLY DO CHOLERY!!! TO NIE MIAŁO TAK WYGLĄDAĆ ROZUMIESZ!!! ZRESZTĄ MAM TO GDZIEŚ !!! WYCHODZĘ!!!
- Jeśli teraz wyjdziesz to już nawet nie próbuj wracać… Rozumiesz! – Krzyczała obracając w dłoniach szklankę z wodą. Była zła. Była zła, smutna i zagubiona. Wiedziała, że Kol nie będzie zbytnio zadowolony, wiedziała, że nie będzie tak jak na filmach, kiedy to mężczyźni skaczą ze szczęścia jak dowiedzą się o dziecku. Myślała jednak, że jakoś im się uda. Jednak po słowach, które usłyszała chwilę później już przestała się oszukiwać.
- NIE MAM JUŻ DO, CZEGO WRACAĆ!!! GARDZĘ TOBĄ!!! – Pierwotny szybko zabrał kurtkę wiszącą na krześle, zabrał kluczyki do samochodu i trzasnął drzwiami, gdy wychodził. A Allyssa płakała jeszcze długo i rzewnie... W końcu jeszcze niedawno obiecywał, że będzie "Zawsze", a już go nie było. 

piątek, 16 maja 2014

Hey słońca wy moje!
Mój wyjazd się troszkę przedłużył... Mam nadzieję, że się nie gniewacie...
Nie miałam zbytnio czasu aby pisać dlatego mam dla Was tylko połowę,  (a może nawet nie... wydaję mi się, że to chyba jakaś 1/5) rozdziału... Jak tak patrzę...
Postaram się coś tam napisać w weekend...


Zapraszam również na bloga mojej bff http://bielczyczern.blogspot.com/

Pozdrawiam Ianka <3

- Czy Ty Caroline Forbes bierzesz sobie za męża tego oto Nikalusa… bla, bla, bla – mruczał pod nosem najmłodszy z Mikalesonów. Cała ta uroczystość bardzo go przygnębiała i nudziła.
Niby był zadowolony ze szczęścia swojego brata i jego narzeczonej (już za chwilę jak wszystko dobrze pójdzie i nikt jej nie zabije, albo się nie rozmyśli jego żony), ale coś hamowało jego uczucia. Nieświadomie spojrzał na Ally. Kochał na nią patrzeć. Kochał widzieć jak jej długie kasztanowe włosy układają się kaskadą na placach, kochał widzieć jak jej szmaragdowe oczy przepełnione są bezgranicznym szczęściem i kochał mieć ją tylko i wyłącznie dla siebie…
Ally tylko zgromiła go wzrokiem. Miała go już szczerze dość i mimo tego, że bardzo go kochała i zawdzięczała mu dosłownie wszystko nie potrafiła nie okazywać mu czystej pogardy. Ich świetlana przeszłość już dawno odeszła w zapomnienie, a oni musieli o sobie zapomnieć.
***

 Ally:  Kol?
Kol: Sara?
Ally: Sara?!
Kol: Ally?
Sara: Ally?!
Ally, Sara: Kol!!!
Ally: Do cholery, kim ona jest?!?
 Sara: Jego dziewczyną, … Ale nie martw się słońce, jeszcze tylko chwilę… Później jest już cały twój
***
- Wiesz, że cię kocham?
- Jesteś tego pewien? W końcu jestem krwiożerczym wampirem – rzuciła ze śmiechem.
- A ja okropną hybrydom, chyba jednak wygrałem w konkursie na odrażającą bestię – powiedział mimochodem.
- Tak i wygrałeś nie tylko to – powiedziała szeptem blond włosa anielica.
- Tak, a co jeszcze?
- Drogę do mojego serca – mówiła naprowadzając jego prawą rękę na jej lewą pierś.
- W takim razie wygrałem najwięcej na świecie, pani Mikaelson – Klaus sprawnie zmniejszył odległość między nimi i już chwilę później ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.

 ***

 - Nie jestem nim zainteresowana, wybacz…
- Zrywasz ze mną?!? – Zapytał zdziwiony. Zawsze to on zrywał z kobietami, to on nimi przysłowiowo rządził.
- Tak… Zrywam, chociaż jest to dla mnie ciężkie?
- Dlaczego? – Zainteresowali się wspólnie Kol z Ally.
- Ponieważ ja i Kol nigdy tak naprawdę nie byliśmy razem..
-  No tak wtedy rozstanie naprawdę jest bardzo trudne – stwierdziła rzeczowo Salvatorówna – Idziemy na drinka?
- Z chęcią!  Zostawmy go samego… Niech sobie to wszystko „przetrawi” – odpowiedziała jej dziewczyna z radością i obie ruszyły w stronę baru.
- A ja?!? Co ze mną?!? – Krzyknął Pierwotny za nimi.
- Ty się już w tym wszystkim nie liczysz! – Odkrzyknęły chórem i wróciły do rozmowy.
Najmłodszy z braci Mikaelsonów stał w osłupieniu przez jeszcze kilka minut. Nie wiedział, co zrobić ani co powiedzieć. Dlatego jak tylko jego mózg zaczął na nowo działać tak jak powinien Kol chwycił kilka butelek Bourbona i udał się w najciemniejszy i zarazem najbardziej odludny kawałek ogrodu, aby się upić. Upić się w samotności i z należytą godnością, której od dawna już mu brakowało.
 
***
- Kol gdzie jesteś? Kol!!! Kol do cholery!!! Idioto gdzie jesteś?! Ty głupi arogancki dupku!!! Jeśli zaraz się nie pojawisz w Sali balowej i nie wygłosisz swojego przemówienia to pozwolę Klausowi Cię zabić!!! Ale może mieć mały problem, bo ja zabiję cię pierwsza!!! Kol proszę obiecałeś…. – krzyczała Ally chodząc po całym ogrodzie. Była zła, nawet bardzo zła. Wiedziała, że „praca” z Pierwotnym nie będzie łatwa zważywszy na to co wydarzyło się w przeszłości jednak myślała, że on wykaże trochę klasy i nie będzie pijany chociaż w ten jeden dzień… Że chociaż w ten jeden dzień przestanie zachowywać się jak dziecko i stanie na wysokości zadania…
Najmłodszy z braci Mikaelson wyczołgał się wolno zza krzewów słysząc nawołujący go głos Ally. Wiedział, że będzie miał problemy, ale chyba jeszcze większe kłopoty gdyby został w swojej kryjówce… Pierwotny był pewny, że nie wyszedłby z niej do środy, a była dopiero sobota…
- Ally, nie maaammm nicc na… naaa swoją odpowiedzialność… - zaczął – I proszę nie przerywaj mi – uciszył ją ręką gdy chciała już zacząć mówić – Wiem, że jestem idiotom. Wiem, że nie spisałem się w roli świadka, starałem się, ale mi się to nie udało. Zamiast tego upiłem się i jest mi wstyd. Wstyd za to, co zrobiłem teraz, zresztą nie tylko teraz. Wstyd mi za to, co stało się na przestrzeni wieków. 
- Och… Kol… - westchnęła i już miała zamiar go przytulić, gdy ten powiedział najpoważniejszym tonem, na jaki było go stać pod wpływem alkoholu.
- Miałaś mi nie przerywać.
- Ale ja wcale… Okay… Przerwałam Ci, ale…
- Już nie tłumacz się… Jak bardzo jesteś na mnie wściekła?
- Bardzo…
- Too dobrze, bardzo dobrze… Chodź pójdę i wzniosę ten głupi toast…
Nastała niezręczna cisza. Każdemu z nich przeszkadzała najbardziej na świecie, ale żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć… W końcu udało się to Kolowi.
- Ally?
- Tak? – zapytała robiąc w ziemi dziurę swoim wysokim obcasem.
- Zabierzesz mnie stąd? Mam już dość baloników, kwiatków i innych dupereli. To wszystko mnie po prostu przygnębia.
- Zabiorę Kol, zabiorę…
- Sprzedałaś ten dom, który Ci dałem? – zapytał otwierając przed nią drzwi.
- Chciałam, ale nie potrafiłam… Stwierdziłam, że powinnam oddać Ci klucze… - szepnęła wchodząc do pomieszczenia.
- Nie, nie powinnaś. Jest twój. Sam Ci go dałem… Ostatnie pytanie.
- Hmm?
- Czy byliśmy w nim szczęśliwi? Czy nasza przyjaźń była prawdziwa?
- Kol.
- Tak?
- To dwa pytania – zauważyła biorąc kieliszek szampana.
- Wiem, przepraszam…
- Tak.
- Tak, co?
- Tak byliśmy tam szczęśliwi. Tak nasza przyjaźń była prawdziwa – powiedziała cicho patrząc na tańczące pary, a z jej oczu popłynęła samotna łza, którą szybko starła wierzchem dłoni.
- Czy sądzisz, że nadal moglibyśmy się przyjaźnić?
- Chyba… Chyba tak…  Choć już bo się spóźnimy…



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ogłoszenie Parafialne...


Cześć kochani!
Pewnie nie będziecie szczęśliwi gdy to przeczytacie...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Nie nie zawieszam, ani nie usuwam bloga ;)
Chcę poinformować, że następny rozdział pojawi się najwcześniej w przyszłym tygodniu...
Gotowy jest do połowy, a jutro wyjeżdżam do Niemiec i nawet jeśli
uda mi się coś napisać to nie wstawię bo niestety tam gdzie jadę nie ma wifi :/
Może uda mi się wstawić jeszcze jutro jakąś miniaturkę jak chcecie <3
Pozdrawiam Ianka ;*