środa, 10 lipca 2013

Rozdział 12.

Kol z Ally jechali już jakieś dobre dwie godziny. Droga upłynęła w ciszy. Żadna ze stron nie chciała się poddać. Za oknami było widać szczęśliwych, zakochanych w sobie ludzi. Co prawda ludzkie życie jest kruche, ale ma w sobie to coś za czym pierwotny tęsknił. Tą niepewność. Niepewność polegającą na tym, że nie wiadomo kto kiedy zejdzie z tego świata. I to właśnie było piękne. Może piękna nie była sama śmierć. Sam z własnego doświadczenia wiedział, że to bolesne. Jednak to czekanie. Pamiętał jak sam kiedyś czekał. Czekał gdy jeszcze był człowiekiem. Myślał, że po drugiej stronie czeka go coś lepszego. Teraz już nie miał na to szans. Dla niego druga strona oznaczała ból i cierpienie.

     - Odezwiesz się w końcu? - zapytał zdenerwowany.
Odpowiedziała mu tylko głucha cisza.
- W takim razie muszę wyciągnąć silniejsze działa- powiedział sam do siebie i podgłośnił muzykę.
- Czy mógłbyś to ściszyć?- zapytała wścieka Ally.
- O jednak nie zapomniałaś języka z domu, jak miło - powiedział zadowolony z tego, że wygrał.
- Przestań się wygłupiać i zawróć -powiedziała.
- Nie, nie kochana na pewno nie.
- Ale ja nie mogę nigdzie jechać? Nie rozumiesz? Nie mam ubrań, książek i innych potrzebnych rzeczy.
- Więc dlatego za 50 km odwiedzimy centrum handlowe. Nie rozumiem tylko po co Ci książki.
- Nigdzie nie wjedziemy bo nie mam pieniędzy, a książki są po to żeby je czytać. Mam nadzieję, że potrafisz czytać. Bo potrafisz prawda? - spytała zadowolona z siebie.
- Tak potrafię czytać. A w kwestii pieniędzy się nie martw ja mam ich od groma.
- Nie będziesz za mnie płacił, rozumiesz? - spytała.
- Może tak, może nie - powiedział zaczepnie.


~ 30 minut później~

- Kochanie o ceny się nie martw - powiedział pierwotny - nawet jeśli nie będzie mnie stać to sobie poradzimy - uśmiechnął się - a teraz musisz podać mi swoje wymiary.
- Nic Ci nie będę podawała - odpowiedziała.
- Ok, jak tam chcesz poradzę sobie sam tak jak zawsze zresztą. Unieś tylko nogę do góry - powiedział.
Dziewczyna zrobiła tak jak kazał.
- Po co to było?
- Sprawdzałem ile jesteś w stanie ustać na jednej nodze. Spotkajmy się tu za jakieś 2 - 3 godziny. Kupuj co Ci się tylko spodoba. Wyrażam nawet zgodę na to abyś poszła do księgarni, ale proszę nie siedź tam za długo.
- Och jakiś ty łaskawy, a ty gdzie idziesz? - spytała.
- Muszę coś załatwić - powiedział i odszedł.
Ally nie wiedziała co ma z sobą zrobić. Co prawda pochodziła po kilku sklepach kupiła parę rzeczy. Były to głównie szare swetry, jeansy i tenisówki. Nie chciała nadwyrężać budżetu Kola, więc wzięła wszystko z najtańszej półki. Co prawda Pierwotny mówił, że nie ma się przejmować ceną. Ta jednak czuła się niezręcznie wydając cudze pieniądze. Kolowi w zakupach szło dużo lepiej. Wszedł chyba do każdego sklepu od obuwniczego kończąc na sklepie z damską bielizną. Wszedł nawet do księgarni kupując tam prezent dla jego "kochanej" przyjaciółki.

  ~ 2,5 godziny później ~

Ally siedziała na ławce i czekała na Kola. Ten jednak nie próżnował i zdążył się nawet pożywić i
zahipnotyzować kilka osób ponieważ sam nie mógł unieść wszystkich zakupionych drobiazgów.
Sam wziął jednak tylko małe pudełeczko z naszyjnikiem i książkę, a resztę kazał zawieść do pokoju hotelowego, który załatwił telefonicznie.
- To co wybrałaś coś? - zapytał.
- Coś tam mam - powiedziała niechętnie - a ty kupiłeś to co chciałeś? - spytała.
- Tak, zdecydowanie tak - odpowiedział po czym wręczył jej pudełeczko - Proszę to dla ciebie.
- Ja nie mogę tego przyjąć.
- Jeszcze tego nie otworzyłaś, a już mówisz, że nie możesz tego wziąć, proszę Cię chociaż otwórz bo wybierałem to prawie z godzinę.
- No dobrze już dobrze - powiedziała i się uśmiechnęła.
Gdy tylko otworzyła jej oczom ukazał się naszyjnik, a raczej medalik z białego złota.
- Dziękuję, naprawdę Ci dziękuję - powiedziała, rzuciła mu się na szyję i wybuchnęła płaczem.
- No już kochanie jestem przy Tobie nie musisz płakać - powiedział czule.
- To ze szczęścia - powiedziała łkając - tylko czemu medalik? Dla mnie nie ma już nadziei powiedziała.
- Mylisz się słońce, nadziei nie ma dla mnie ty na pewno trafisz do lepszego świata. Wiem jednak, że trudno mi będzie się z tym pogodzić. To co  jedziemy już do hotelu czy chcesz jeszcze gdzieś iść? - zapytał z troską.
- Naprawdę padam z nóg wracajmy.
- Jak padasz z nóg.. - nie dokończył bo wziął ją na ręce i skierował się w stronę wyjścia.

~ Trochę później ~

Kol zamiast wziąć samochód całą drogę do hotelu przeszedł pieszo z Allyssą na rękach. Ta protestowała chciała zejść, lecz ten jej nie pozwalał. Na jego twarzy po 1000 lat pojawił się szczery uśmiech. Spowodowała go Ally. Cicha, grzeczna dziewczynka, która załapała kontakt z groźnym i niebezpiecznym wampirem. Tylko czy aby na pewno takie historie zdarzają się w życiu realnym? Chyba tak. Skoro im się coś takiego przytrafiło gdy byli w życiowym dołku.

   
~ Hotel~

- Kol proszę Cię postaw mnie już na ziemię - powiedziała nagląco.
- Nie wydaje mi się - powiedział.
- Ale Kol ja Cię naprawdę bardzo proszę. Ludzie w recepcji już patrzyli się na nas jak na nowożeńców, a ty chcesz mnie jeszcze przenieść przez próg - powiedziała.
- Kochanie nie postawię Cię na ziemię, bo jeśli to zrobię to oberwę, a tak masz teraz gorszy dostęp, rozumiesz?
- Czemu miałabym Cię bić? - spytała.
- Zobaczysz - powiedział, otworzył drzwi do pokoju i wszedł.
Cały hotelowy pokój zapełniony był: torbami, pudełkami, koszami, reklamówkami.
- Co to wszystko ma znaczyć, pomyliliśmy pokoje?
- Nie skarbie nie pomyliliśmy, a to wszystko co tu jest od teraz należy do Ciebie, więc teraz proszę po przymierzaj, pooglądaj tylko mnie nie bij.
Przez następne kilka godzin Allyssa przymierzała ubrania, buty, biżuterię i dodatki. Kol kupił jej dosłownie wszystko. Zadbał nawet o bieliznę. Z tego powodu chyba raczej nie była zadowolona. No, ale cóż ona o niej zapomniała, a coś musi nosić. Dostała od niego kilkanaście sukienek. Każda w innym kolorze, wzorze, wykonana z innego materiału. Zwariować można. Dostała też kilkadziesiąt bluzek. Większość na jej gust była zbyt wyzywająca, lecz niektóre były po prostu prześliczne. Jeansy, sweterki, kapelusze, paski, marynarki, kurtki, płaszcze, torebki - wszystko to było chyba w każdym kolorze tęczy. Zdziwiło ją tylko jedno. Czemu choć jedna para butów nie mogła być na płaskiej podeszwie. Każda miała gigantyczny obcas. Problem polegał w tym, że ona w takich butach chodzić najzwyczajniej w świecie nie potrafiła.
- Kol to wszystko jest prześliczne. Jak tylko wrócimy do domu to oddam Ci za to pieniądze tylko proszę Cię oddaj wszystkie te buty z powrotem do sklepu, ok?
- Nie będziesz oddawała mi żadnych pieniędzy zrozumiałaś? Cieszę się, że wszystko Ci się podoba. Powiedz mi lepiej czemu mam oddać te buty do sklepu?  - zapytał.
- Bo ja nie potrafię w nich chodzić - powiedziała cichuteńko.
- Przykro mi nie słyszałem - odparł.
- Bo ja nie potrafię w nich chodzić, ok? - krzyknęła.
- No już nie wściekaj się tak. Rozumiem, że to dla ciebie coś nowego, ale nawet na szpilkach można się nauczyć chodzić.
- Powiesz mi gdzie mam swój pokój?- zapytała zła.
- Idź do łazienki, otwórz tam drzwi, naciśnij na mydelniczkę.
- I co trafię do tajnej bazy FBI?- zaśmiała się.
- Do FBI to raczej nie, ale z pewnością wybierzesz sobie tam jakiś pokój.
- Jak przez ciebie wyjdę na idiotkę to zabiję, rozumiesz?
- Tak, tak rozumiem - powiedział i położył się na łóżku.
Ally poszła do łazienki wykonała instrukcje Pierwotnego i tak jak mówił ściana się rozsunęła.
Za nią było chyba 5 pokoi. Dziewczyna myślała skąd on mógł wiedzieć coś takiego. Bo nawet jeśli miałby użyć hipnozy musiał wiedzieć o projekcie czy czymś tam.
-  Pokój beżowy - krzyknęła.
- Wiedziałem, że go wybierzesz - powiedział tuż za jej plecami.
- To co przeniosę tu wszystkie twoje rzeczy i pójdziemy na drinka?
- Nie piję - odpowiedziała.
- Nie pije, nie pali, nie znosi zakupów, kobieta idealna - mówił pod nosem.
- Nie chciałabyś zostać moją żoną - zaśmiał się.
- Zamiast na drinka możemy pójść na kolację - zaproponowała.
- W takim razie ubierz coś ładnego. No i koniecznie jakieś szpilki.
- Przecież ja nie potrafię w nich chodzić. Nie zrobię z siebie pośmiewiska.
- Skarbie zaraz na szpilkach będziesz zdobywała Mount Everest - zaśmiał się.
Co on planował - myślała Ally.

   ~ 30 min później~

  - To co jesteś już gotowa? - zapytał wchodząc do jej pokoju.
- Tak, lecz następnym razem pukaj ok?
- No dobrze, spójrz mi w oczy.
- Ok, zahipnotyzujesz mnie żebym znała techniki chodzenia na szpilkach, prawda?
- Tak, jednak gdy wrócimy do domu od hipnotyzuję Cię i będziesz się uczyć ok? W końcu muszę się z czegoś pośmiać.
- Świnia, no ale niech ci będzie.
-----------------------------------------------------------------------------
No to co wstawiłam. Mam nadzieję, że się spodoba. 7kom = nn. Teraz pewnie zrobię sobie dwutygodniową przerwę. W następnym tyg. wyjeżdżam do Bułgarii, więc nie będzie ze mną żadnego kontaktu. No cóż trudno. Pozdrawiam was :*


piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 11.

Kol po całonocnej libacji alkoholowej wraz z Damonem "wytrzeźwiał" dopiero około południa. Nie wiedział co z sobą zrobić, więc wziął długą kąpiel. Miało mu to pomóc w leczeniu kaca.  Po ok. 2 godzinnym leżeniu w wannie poszedł do kuchni zjeść śniadanie. Żałował, że nie może żywić się jak na wampira przystało. Co prawda zrobił to kilka razy. Na razie musiał jednak przystopować inaczej podejrzenie padłoby od razu na niego. Zastanawiał się nad tym czy by nie porwać Allyssy do Nowego Orleanu. Poznałaby tam kolejnych Pierwotnych i może w końcu przyznała się skąd o nich wie, bo raczej nie od ojca. To mogłoby być ciekawe przeżycie. I dla niej i dla mnie. To może się udać - myślał dalej. Ale jak to zrobić, żeby ona o niczym nie wiedziała. Przecież po wczorajszym znowu jest na niego obrażona. Tak jak zawsze nie wiedział o co. Ale to nic jakoś sobie z nią poradzi przecież nie takie rzeczy się w życiu robiło.

~ Pod domem Ally 4 godz. później ~

- Ally pakuj się wyjeżdżamy - krzyknął Kol wchodząc do jej domu.
- Jak ty się tu dostałeś? - krzyczała oburzona.
- Nie pamiętasz, może Cię zawieść do lekarza? - zapytał.
- Ostatnio miałam dużo na głowie i to przez ciebie, więc powiesz mi w końcu jak tu wszedłeś, czyżby Damon? - spytała.
- Nie to nie Damon - powiedział wchodząc na górę.
- Więc?
- Zaprosiłaś mnie ostatnio na mleko i ciasteczka, pamiętasz?
- Ja ciebie? Nie sądzę, powiedz mi lepiej co mi zrobiłeś.
- Zupełnie nic, mówiłem Ci, że chcę przyjaźni, a jak mi się zdaję ta nie powinna być wymuszona.
- I masz rację, patrz tobie też się to zdarza - powiedziała zaczepnie.
- Czy mogłabyś się już zacząć pakować? Nie mamy całego dnia - powiedział i rozsiadł się na łóżku.
- Ehemm - odchrząknęła - czy ktoś Ci pozwolił? I ja nigdzie się nie wybieram nie mogę zostawić.... - nie skończyła.
- Czego? Prawda jest taka, że oprócz Damona nie masz tu nikogo, a ten teraz zajęty jest Rebekah.
- Zawsze musisz być taki?
- Jaki? - odpowiedział.
- No taki.. - znów nie dokończyła.
- Szczery? Kochanie zawsze taki byłem, a jeśli się zaraz nie zaczniesz pakować to ja to zrobię.
- Nie jestem żadnym twoim kochaniem, zapomnia....?
Urwała bo właśnie w tej chwili Kol wziął ją na ręce i wyniósł z pokoju.
- Co ty robisz? - krzyczała.
- Ja? - zapytał rozbawiony.
- Tak ty.
- Ja tylko zabieram Cię z sobą na małą wycieczkę.
- Jeśli tylko przestąpisz próg tego domu obiecuję, że już nigdy więcej się do ciebie nie odezwę - zagroziła.

No to chyba czeka mnie bardzo męcząca podróż - myślał Kol w duchu. Może chociaż Caroline złapie z nią wspólny język, bo inaczej... bo inaczej tego nie przeżyję i nie jest to przenośnia. Chociaż jakby brać pod uwagę to, że jestem praktycznie niezniszczalny to nie jest, aż tak źle. Zawsze mogę użyć perswazji. Ale czy to zadziała w przypadku Ally bez jakiejkolwiek magii, czy czegoś tam. I jak do jasnej cholery wampiry mogą się rozmnażać? Dobra nic z tego nie rozumiem. Prawie tak jak zawsze. Przyznaję się bez bicia. Mówi się trudno. Szkoda tylko, że moje kontakty przyjacielskie są tak ograniczone. Ok może nie są, ale ja i tak sądzę, że są. Ach ci przyjaciele, których tak praktycznie nie ma. To jest już dołujące - pomyślał na koniec po czym pogłośnił radio.

Idiota, głupek, sukinsyn, małpa, debil, jeszcze większy idiota... - takie myśli kłębiły się w mądrej główce piękności siedzącej cicho na siedzeniu obok "złego" Pierwotnego.

Chociaż jakby się bliżej przyjrzeć to nie jest, aż taki zły - pomyślała jednak szybko odgoniła te myśli. Co prawda miała silne blokady umysłu i na pewno bez jej wiedzy nie znalazłby się w środku jej "głowy", ale cóż "Przezorny zawsze ubezpieczony" chyba tak to mówią. Zastanawiała się nad jego działaniami jeszcze chwilę jednak chwilę później zasnęła. Spała jednak tylko kilka minut bo śnił jej się koszmar. Podobny do tego z dnia w którym jej matka zginęła, z dnia w którym została przemieniona, i z nocy poprzedzającej pierwsze spotkanie z Kolem. Groźnym, nieobliczalnym Pierwotnym dupkiem. Koszmar zawsze wyglądał mniej więcej tak.
Mała dziewczynka wchodząca do ciemnego, wielkiego pokoju. Na samym jego środku stoi długi, drewniany stół. Najprawdopodobniej zrobiony z białego dębu.  W okół niego poustawianych jest 12 krzeseł. Po jednym dla każdego członka rady. Masywne krzesła obite w skórę. Ludzką skórę. W kącie wisi jedna malutka lampa. Nie daje ona zbyt dużo światła. Po przestąpieniu progu przez małą brunetkę drzwi w drugim, bardzo odległym końcu pokoju powoli się otwierają. Wychodzi z nich mroczna, zakapturzona postać. W ręku trzyma długi nóż z ostrym jak brzytwa ostrzem.  Zapewne potrzebnym do złożenie ofiary. Ale z czego? Przecież niczego, ani nikogo oprócz małego dziecka tam nie ma . Jego oczy świecą czerwienią. Mężczyzna podchodzi do stołu. Staje dokładnie po środku. I właśnie w ten środek wbija swe narzędzie. Gdy je wyciąga jest całe we krwi...
I właśnie w tym momencie sen się urywa. Zawsze się urywał. Nie było sposobu żeby przejść dalej. Żeby zobaczyć co się stanie potem.  Żeby skojarzyć pomieszczenie i tajemniczego człowieka. Żeby wiedzieć cokolwiek. Chociaż najmniejszą rzecz. Nie ma nic. Nigdy. Nie ma nic innego niż niewyobrażalny strach. Strach przed śmiercią. Nigdy nie wiadomo kto ma umrzeć. W jakich okolicznościach. Gdzie i kiedy. Nikt nie wie nic oprócz tego, że ktoś  zostanie skazany na śmierć. Zazwyczaj bezsensowną. Bo w jakim celu ktokolwiek kto miałby choć odrobinę ludzkich uczuć miałby pozbawić kogoś życia? Nie to nie jest normalne. Gdy Ally o tym rozmyślała z jej oczu popłynęły łzy. Przetarła je szybko dłonią. Nie może dawać Mikaelsonowi żadnych powodów do dbania o nią. Ponownie przymknęła oczy. Gdy to zrobiła ukazał jej się piękny obraz. Niepowtarzalne, ostatnie miłe wspomnienie.
Dwudziestokilkuletnia kobieta siedziała na kocu na łące w samym środku lasu. Obserwowała ona z rozmarzeniem piękne, błękitne niebo. Nagle podbiegła do niej mała dziewczynka z brązową burzą włosów. Przytuliła się mocno. W małej rączce trzymała bukiet polnych kwiatów.
- To dla ciebie, od taty - powiedziała.
- Dziękuję kochanie - powiedziała i pocałowała córeczkę w czubek głowy. 
- Chodź za mną - pociągnęła matkę za rękę. 
Chwilę później obie damy znalazły się obok małego, drewnianego domku nad jeziorem. Na jego schodach siedział przystojny brunet. Gdy usłyszał szmer podniósł głowę i widać było jego niebieskie jak ocean oczy. Ujrzawszy piękne panie mężczyzna zniknął w głębi domu. Wyszedł z niego kilka sekund później. W rękach trzymał wiklinowy koszyk. Na jego rączce przywiązana była wielka czerwona kokarda. A w środku widać było lekko wychyloną jasną główkę.
- To szczeniaczek - powiedziała półszeptem dziewczynka do mamy.
- Chodź pójdziemy sprawdzić co tam ten twój tata knuje. 
Kilka minut później obie kobiety stały już przy uśmiechniętym panu. Mniejsza trzymała w rączkach pulchnego pieska. Starsza natomiast powiedziała bezgłośnie
- Dziękuje za najlepsze urodziny w moim życiu..
Tak to było piękne. I od razu na twarzy Allyssy zagościł uśmiech. 
-----------------------------------------------------------------------
No więc tak rozdział pierwotnie był krótszy, ale postanowiłam dodać odczucia bohaterów. Możliwe, że właśnie tym go popsułam, ale nie ważne. Przepraszam bardzo, że nie wstawiłam rozdziału zaraz po 3 komentarzach, ale byłam u kuzynki i słaby dostęp do neta (niewarte wzmianki). To co stwierdziłam jednak, że rozdziały będą dodawane po 5 kom. jeśli nie macie nic przeciwko (można komentować z anonima). Mam nadzieję, że nie ma błędów. Nawet  nie sprawdzałam bo chciałam się szybko z tym uporać.To do napisania :*

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 10.

Dzień jak co dzień. Słońce świeciło swym jasnym blaskiem. Ludzie na ulicach Mystic Falls zachowywali się zwyczajnie. Nikt już nie pamiętał jak to było kiedyś. No bo zresztą jak mieli by pamiętać skoro pierwotni wymazali im pamięć. Wampiry - nikt już w nie, nie wierzył. One jednak nadal krążyły wśród zwykłych śmiertelników.

Kol poszedł na zajęcia. Nie mógł sobie pozwolić na jeszcze kilka dni nieobecności. Nikt kto go znał nie mógł uwierzyć w to, że mężczyzna który prowadzi tak rozrywkowy tryb życia jest nauczycielem.
On jednak to uwielbiał. Uwielbiał, bo mógł przypomnieć sobie czasy dzieciństwa i młodości na etapie której się zatrzymał. Gdzieś w głębi jego duszy tkwił żal, że nigdy się nie zestarzeje, nie założy rodziny i nie będzie tak po prostu najzwyczajniej w świecie szczęśliwy. Szybko jednak zaćmił to uczucie. Musiał się skupić na czymś przyziemnym. Lecz co dla takiego osobnika jak on było przyziemne? Nic. Dlatego zaczął myśleć o oczach w kolorze szmaragdu. Nagle zadzwonił dzwonek wzywający uczniów do klas. Szczerze mówiąc mógł się spóźnić. Co by się stało? Miał dziś mówić o latach 20. XX w. Nie lubił tych czasów. A kto by je lubił gdyby w tamtym okresie siedział, a raczej leżał zasztyletowany w trumnie. 
- Otwórzcie podręczniki na stronie 69 - powiedział sprawdzając obecność.
W klasie zapanował śmiech.
- Z czego wy się tak.... a już wiem - przekręcił oczami - w takim razie otwórzcie podręczniki na stronie  70 ok?
- Tak panie profesorzeee - uczniowie odpowiedzieli chórem.
Tak własnie wygląda uczenie 6 klasistów - pomyślał. Jednak w jego sercu zrodziła się.. duma? Chyba tak to można nazwać. Był dumny z tego, że bez używania hipnozy ktoś chciał go słuchać.

~ Kilka godzin później Mystic Grill

- O proszę kto tu zawitał panienka Salvatore jak miło - powiedział Kol z przesadnym uśmiechem.
- Jak się dowiedziałeś? - powiedziała przestraszona.
- Wiesz takie rzeczy się zdarzają jak ojcowie nocują w łóżkach młodszych sióstr chłopców tak porządnych jak ja.
- To niemożliwe, miał iść tylko na cmentarz...
Przerwał jej Kol. - Ale wylądował w łóżku Rebekhy.
- Ale ja myślałam, że on naprawdę kochał moją matkę - powiedziała ze łzami w oczach.
- No skarbie nie załamuj się tak, twoja matka i tak nie żyje.
- Jesteś okropny, jak w ogóle możesz mówić takie rzeczy - powiedziała z obrzydzeniem i wyszła z baru.
Gdy tylko Ally opuściła Grill do baru dosiadł się Damon.
- Wiesz, że rozmawiając z kobietami o takim charakterze lepiej nie być pijanym, prawda? - spytał.
- Ja wcale nie jestem pij...
- Pijany - przerwał mu Salvatore - każdy tak mówi, ja sam tak mówiłem do wczoraj. Przyszedłem ci podziękować.
- Mi podziękować, za co? - spytał zaciekawiony Mikaelson.
- Za to, że wczoraj ukazałeś mi, że nie interesuje mnie nic innego jak alkohol. Przez te wszystkie lata Allyssa mnie potrzebowała. Ona przecież też straciła kogoś ważnego w swoim życiu. Ja jednak byłem zbyt zajęty swoim smutkiem i teraz muszę to... - nie dokończył bo przerwał mu Pierwotny.
- Naprawić? Na to już jest za późno. Nie rozumiesz tego? - spytał.
- Nigdy nie jest za późno, nie w naszym przypadku - zaśmiał się wampir. 
- Lepiej późno niż wcale? Tak to szło prawda?- spytał Kol.
- Tak właśnie tak - odparł młodszy.
- To czego się napijesz - zapytał.
- Bourbona - odpowiedział bez zastanowienia.
- W takim razie 2 butelki Bourbona - zawołał Mikaelson do barmana.
- Oto pańskie zamówienie - powiedział "woreczek krwi".
- Opowiedz mi o niej - powiedział.
- O kim? - spytał zaciekawiony Damon.
- No jak to o kim, o twojej żonie.
- Ona nigdy nie była moją żoną, nigdy nie mieliśmy czasu na ślub, zawsze odkładaliśmy go na potem, potem jednak nie przyszło.
- Ok, no to opowiedz mi o Elenie jak się zmieniła?
- Kol, Kol najpierw chcesz wiedzieć o mojej żonie teraz o Elenie decyduj się.
- To Elka nie jest matką Allyssy?
- No nie.. Gilbertówna wybrała Stefana.
- No to kto był tą twoją narzeczoną? - nie potrafił ukryć ciekawości Mikaelson.
- Rose. To Rose była tą jedyną.
- Rose umarła przecież już dawno temu przez ugryzienie wilkołaka.
- No tak, ale później przywrócił ją Silais zresztą wiesz coś o tym.
- No dobra, a co było potem?
- Potem złapał ją jakiś fanatyk, torturował i po około roku przysłał jej poćwiartowane ciało w paczce i napisał jakiś głupi list chyba mam go jeszcze gdzieś w domu. Ciekawi mnie jedno dlaczego mnie o to pytasz? Bawisz się w Sherlocka Holmesa?
- W pewnym sensie - odparł zadowolony -.. i bardzo mi przykro - to powiedział już normalnie.
- A tak naprawdę?- zapytał Damon.
- Tak naprawdę to chciałem zobaczyć po kim Ally ma charakter.
- I co wywnioskowałeś - zapytał wampir.
- Że charakterek to ona ma po matce - powiedział.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
No to co już wiecie kto jest matką Ally. Jak na razie nie żyje, ale jeśli chcecie to mogę ją włączyć do opowiadania. Denerwuje mnie fakt, że jest tak dużo dziennych wyświetleń(nawet w snach o tylu nie śniłam), a nikt tego nie komentuje.  Także przynajmniej 3 komentów żeby był kolejny rozdział. :D Pozdrawiam i do napisania  :*

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 9

Ach tylko jedna osoba zgadła.... To co powiem... A zresztą sami zobaczycie
-------------------------------------------------------------------------------
Kol nie mógł się powstrzymać i "poszedł" za dziewczyną. Ta jednak usłyszała stukot, zatrzymała się, odwróciła i powiedziała:
- Teraz to chyba jednak muszę Cię zabić.
- Mnie dlaczego? - spytał rozbawiony.
-Mówiłam Ci, że nie masz za mną iść.
- Ale ja nie szedłem tylko skakałem - wytłumaczył się. - O skakaniu nie było mowy.
- Mikaelson odpuść.
- Odpuścić co? - powiedział zaskoczony.
- To się nie uda - powiedziała po chwili wahania.
- Ale co? - zapytał.
- Nasza przyjaźń - odpowiedziała.
- Czemu od razu zakładasz, że coś nie ma prawa się udać - zapytał zły i zażenowany.
- Moja pesymistyczna natura.
- To chyba trzeba ją troszeczkę odmienić.

Po ok. 15 minutach ciągłego przekomarzania znaleźli się pod domem Ally.
- To co wejdziesz na... - powiedziała.
-  Mleko i ciasteczka - dokończył za nią.
- Tak właśnie.
- Przykro mi nie dzisiaj obiecałem spędzić trochę czasu z siostrą - odparł ze smutkiem.
- No cóż trudno - zakończyła machnięciem ręki.
Podeszła do niego pocałowała w policzek i powiedziała:
- Dziękuje.
- Zawsze do usług krzyknął - ponieważ ta już siedziała w domu.

Po powrocie do domu Pierwotny zastał swoją jedyną i niepowtarzalną siostrę zabawiającą się z jakimś mężczyzną. Dopiero po chwili rozpoznał w nim swojego wrogo - przyjaciela Damona Salvatore.
- Rebekho ja jestem wyrozumiałym facetem, ale masz tu swój pokój więc następnym razem nie rób tego w salonie. Cześć Damon co tam u ciebie?
- Nie będziemy teraz o tym rozmawiać Kol - powiedział starszy Salvatore.
- Nie takie rzeczy się widziało - zaśmiał się Mikaelson.
- Miałeś wrócić później. Czyli nie wyszło Ci z tą no właśnie jak jej tam? - spytała blondynka.
- Ally - rozmarzył się.
- Zaraz, zaraz jak to Ally? - spytał zaciekawiony wampir.
- No normalnie Allyssa nazwiska nie znam, nie powiedziała mi - powiedział ze smutkiem.
- Salvatore - odpowiedział.
- Jak to Salvatore? - zapytał Kol.
- Ona jest moją córką debilu - odparł Damon.
- Nic nie mówiłeś, że masz córkę - powiedziała wściekła Rebekah.
- Kochanie wyluzuj ona jest dorosła i wie co ma robić.
- Czyli nie zauważyłeś, że jest smutna i samotna - spytałem się go prosto w twarz.
- Allyssa samotna? Przecież co rusz gdzieś wychodzi, nigdy jej w domu nie ma - wytłumaczył się wampir.
- To oznaka, że jesteś zbyt pijany - powiedział wściekły Kol i udał się do swojego pokoju.
Na dole toczyła się kłótnia między Damonem i Rebekhą. Wkrótce jednak ustała i było słychać spazmy rozkoszy.

Pierwotny siedząc w swoim pokoju rozmyślał o tym dlaczego dziewczyna nie wyznała mu, że jest córką Damona Salvatore. Może się wstydziła, że ma takiego ojca. On jednak miał gorszego. I nie było co tego ukrywać.  
--------------------------------------------------------------------------------
Dzisiejszego dnia mam dość. Konkurs, wizyta kuzynki i ten upał, aż nic się nie chce... Stwierdziłam jednak, że dotrzymam słowa i wstawię wam ten rozdział. Informuję, że na moim drugim blogu pojawił się długo wyczekiwany 8 rozdział. Zapraszam i do napisania :*   

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 8.

Po kilku godzinnych poszukiwaniach Kol znalazł Allyssę pod jakimś drzewem. Dziewczyna była zziębnięta i co rusz ocierała lecące słone łzy. Pierwotny przez kilka minut obserwował Ally zza drzewa. Chwilę później ta zaczęła się strasznie trząść, więc podszedł do niej i bez dalszych ceregieli przytulił. Ta chciała go odepchnąć, wyrwać z jego uścisku. On jednak trzymał mocno i tym sposobem wygrał ich małą potyczkę.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytała łkając.
- Nic, kompletnie nic - powiedział spokojnie jak do dziecka.
- To czemu tu jesteś? - spytała jeszcze raz popłakując.
- Bo mi na tobie zależy - powiedział po chwili - a po za tym chciałem przeprosić, dokładnie nie wiem za co bo tego mi nie powiedziałaś, ale przepraszam po raz pierwszy w życiu, więc mam nadzieję, że wybaczysz mi to co zrobiłem.
Nastała kłopotliwa cisza, którą przerwała właśnie Ally.
- Nie to ja przepraszam.
- Ty za co? - spytał zdziwiony.
- Za to, że obrażałam się bez powodu.
- Przestań, jakiś powód musiał być - powiedział.
- No dobrze, wściekałam się jak mówiłeś do mnie Allyssa - wyznała.
- Dlaczego? Przecież to takie piękne imię - odpowiedział.
- Wiem, wybierała je moja matka, i po jej śmierci nikt już tak do mnie nie mówił - powiedziała ze smutkiem.
- Przykro mi - widać było, że mówił prawdę.
- No dobrze, ale już dość o mnie powiedz mi coś o sobie i wypuść ze swoich wielkich ramion - zaśmiała się.
- Nie, nie wypuszczę Cię.
- Dlaczego? - spytała i zrobiła maślane oczy.
- Bo będzie Ci zimno, a te twoje oczy i tak nic nie dadzą. Kochana żyję na tym świecie zbyt długo, żeby nabrać się na tą dziecinną sztuczkę - zażartował.
- No niech Ci będzie - powiedziała z pogardą - a teraz powiedz coś o sobie - ponagliła.
- Hmm... Jestem Pierwotnym, mam trzech braci i jeszcze siostrę, którą już zdążyłaś poznać, przeleżałem stulecie w trumnie, umarłem jednak teraz znów mogę się cieszyć moim nieśmiertelnym życiem - zaśmiał się - to wszystko chyba wiedziałaś.
- Czyli ta dziewczyna, która otworzyła mi drzwi to twoja siostra? - spytała zażenowana.
- Tak przyjechała na weekend.
- Zrobiłam z siebie idiotkę - wykrzyczała - i to wszystko twoja wina.
- Moja niby czemu? - też krzyczał.
- No dobra uspokój się, takie osoby jak ja też żartują - zaśmiała się.
- Zapamiętam na przyszłość, to co odprowadzić Cię do domu czy chcesz tu jeszcze chwilę zostać? - spytał.
- Ja wracam do domu, sama jak chcesz to jeszcze zostań i przyrzekam jak zobaczę jak idziesz za mną to zabiję. Rozumiemy się? - spytała.
- Tak..
Ally wyślizgnęła się z ramion Pierwotnego i pobiegła w stronę domu.
---------------------------------------------------------------------------------
Tararam... Jak tam dużo macie do poprawy? Ja się chwalić nie będę, ale w tym roku nie mam nic. Jak miło tak żyć xd. Jeszcze dzisiaj powinna pojawić się ankieta. Sądzicie, że kto jest ojcem Ally?Pamiętacie w prologu napisałam, że to romantyk. Jeśli nie to wam przypominam. Życzę miłego tygodnia i do środy. Jest szansa spotkać się jeszcze w niedzielę bo wracam na mojego drugiego bloga.

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 7.

Rebekah zaciągnęła mnie siłą do domu. Inaczej pewnie uprawiałbym czysty sex bez zobowiązań w kabinie łazienki należącej do Mystic Grilla. Krew dziewczyny, której nadałem lepsze życie była słodka jak czekolada z nadzieniem truskawkowym. Jednak gdy raczyłem się posiłkiem zamiast pięknej twarzy rudowłosej dziewczyny wyobrażałem sobie Ally. Ciekawy jestem jaką słodką krew musiałaby mieć. Jednak zapewne nigdy się tego nie dowiem. Nie zamierzam jej skrzywdzić. Widzę w niej przyjaciela, którego nigdy nie miałem i tak ma zostać - te słowa przez całą noc krażyły młodemu Mikaelsonowi po głowie.

  
Ally znowu było ciężko odnaleźć w szarej rzeczywistości. Kol wdarł się siłą do jej życia zaledwie kilka dni temu, a ta już za nim tęskniła. Pierwotny nadawał sens jej życiu. Allyssa czuła się bez niego pusta, smutna i bezwartościowa. Dlatego postanowiła wybrać się do niego i wszystko wyjaśnić. Na jej szczęście lub nieszczęście otworzyła piękna blond włosa dziewczyna. Gdy tylko brunetka ją zobaczyła zaczęła płakać i pobiegła w kierunku lasu.

  Kol jak tylko usłyszał czyjś płacz od razu zszedł na dół.
- Co się stało? - spytał siostry.
- A cześć Kol, tak właściwie to nic - odpowiedziała wampirzyca.
- Słyszałem płacz, powiedz mi, że nikogo nie zabiłaś, znasz zasady - powiedział zdenerwowany.
- Tak znam, nie jestem aż tak głupia - powiedziała szybko.
- No, więc co się stało - spytał ponownie.
- Zadzwonił dzwonek no to poszłam otworzyć drzwi, otworzyłam i w drzwiach stała jakaś dziewczyna gdy mnie tylko zobaczyła zaczęła płakać i gdzieś uciekła - wyznała bratu.
- Dziewczyna średniego wzrostu, brązowe, długie kręcone włosy, zielone oczy ukryte pod wielkimi okularami i w za dużym swetrze tak? - spytał.
Rebekah przewróciła oczyma.
- Chyba tak - odpowiedziała na zadane pytanie
- Gdzie pobiegła? - zapytał zdenerwowany pierwotny.
- Nie wiem - powiedziała oburzona.
- Gdzie pobiegła? - tym razem wykrzyczał.
- Chyba w stronę lasu... To ona tak?
- Tak - powiedział i wybiegł z domu.               
----------------------------------------------------------------------------------  
Tak jak obiecałam. Liczę na komentarze bo prawie wcale ich tutaj nie ma. Pozdrawiam :*

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 6

Gdy tylko Kol wszedł do Mystic Grilla zapadła cisza. Każdy bał się teraźniejszego humoru nowego mieszkańca Mystic Falls. Mężczyzna od razu podszedł do baru i zamówił bourbona. Po kilku butelkach jego złość po prostu wyleciała. Zamieniła się z nadużyciem alkoholu i panicz Mikaelson był najzwyczajniej w świecie pijany. Nie uszło to uwadze dziewczynie o blond włosach siedzącej w rogu sali.
- Och Kolek nam się upił i kto go teraz odprowadzi do domku i przebierze w piżamkę? - spytała, a później się zaśmiała.
- Hmm.. nie... twoja... sprawa, kochanie - mówił co rusz szukając odpowiedniego słowa.
- A co powiesz na takie lekkie wykorzystanie?
- Nie nie pójdę z Tobą do twojego pokoju - wykrzyczał tak, że usłyszała go całą sala.
- Ale czy na pewno?
- Wiesz kiedyś to bym przystał na taką propozycję bez wahania, ale teraz sam nie wiem..zmądrzałem - powiedział
- Słyszeliście nasz Kol zmądrzał jakie to cudowne, muszę o tym napisać w moim pamiętniku.
- Ciebie też miło widzieć siostrzyczkooo - powiedział i przytulił wampirzycę.
- Ochh Kol czy coś się stało - zapytała zaniepokojona Rebekah.
- Nie, nic nic. Oprócz tego, że nie wiem jak rozgryźć pewną dziewczynę - odparł ze smutkiem.
- Czy ja o czymś nie wiem? Zakochałeś się?
- Nie, nie jestem aż tak głupi.. miłość jest dla frajerów po prostu spotkałem pierwszą osobę w życiu , którą mogę nazwać przyjacielem.
- To wspaniele, wrócimy już do domu bo jestem zmęczona.
- Za chwilę, najpierw się poży...- nie zdążył dokończyć bo już zaciągał dziewczynę do łazienki.  
---------------------------------------------------------------------------------
Krótki nawet bardzo dlatego wstawię kolejny w sobotę może piątek wieczorem. Pozdrawiam :*