niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 21.


Nanannaannana....
Wstawiam kolejny rozdział.
Zbliżamy się do końca... Ale może nie będzie on taki
szybki jak wcześniej myślałam. :)
Kocham was i proszę pozostawiajcie po sobie jakiś ślad.
CZYTAM = KOMENTUJE ;*

Kol miał dosyć ciągłego gapienia się w jej zdjęcie, które zrobił tak, że ona nawet o nim nie wie i upijania się do nie przytomności. Chce zapomnieć. Zapomnieć o kimś takim jak Allyssa Salvatore. Co prawda w liście napisał jej, że ma dzwonić. I on zawsze będzie przy niej. Ale to bez znaczenia. Nigdy nie wiedział, że przez głupia kobietę będzie tyle cierpiał. Czy nie robi jednak tego na własne życzenie? Przecież ona nie prosiła go o to aby odszedł. Chciała żeby został razem z nią. W domu, który jej kupił. W domu, który miał niesamowitą atmosferę. W domu, który mógł nazwać swym domem. Ale to bez znaczenia wybrał inną drogę i musi się jej trzymać. Przekonywał sam siebie. Czy tego naprawdę chciał? Nie z pewnością nie, ale chciał jej szczęścia, które mogła znaleźć tylko bez niego.

Ally nie wiedziała co ma z sobą zrobić. Gdyby on był przy niej od razu wymyśliłby coś czym mogliby się zająć. Jego jednak nie było. Trudno. Cały czas o nim myślała. W głowie w kółko odnawiała ich wspólne wspomnienia. Nie było ich dużo. Były jednak takie jakie miały być czyli piękne. Po długim namyśle dziewczyna chwyciła słuchawkę telefonu i wykręciła numer Pierwotnego. Odebrał po trzecim sygnale.
- Witaj kochanie - powiedział.
- Cześć Kol - odpowiedziała.
- Wszystko w porządku? - zapytał jakimś dziwnie niepokojącym głosem.
- Piłeś. Nie było to pytanie tylko stwierdzenie faktu.
- Może tak, może nie - powiedział śmiejąc się.
- Zadzwoń jak wytrzeźwiejesz i zażyj witaminy zdziałają na kaca - powiedziała i się rozłączyła.

Po co zadzwoniła? - wypytywał sam siebie. Czy nie dość już cierpię oddalony od niej o całą szerokość kontynentu. W tym właśnie momencie chciałby tulić ją w ramionach. Napawać się ciepłem i jedwabistością jej ciała. Chciałby składać czułe pocałunki na jej ustach. A był tu W L.A. Do jasnej cholery! Długo tak nie pociągnie. Gdy tak siedział na plaży z butelką bourbona w ręce patrząc na fale, które co chwila się oddalały, a po chwili znów wracały miał nadzieję, że wymyśli coś aby zapomnieć. Po chwili podeszła do niego kobieta, usiadła obok niego i z jego ręki wyciągnęła butelkę znakomitego trunku. Trzymała ją chwilę w dłoni po czym przechyliła i do jej gardła spłynął bursztynowy płyn.
- Ktoś pozwolił Ci się przysiąść? - zapytał.
- Nie, ale cóż jakoś dam sobie radę - powiedziała po czym znów się napiła.
Pierwotny zabrał butelkę z jej ręki i się napił.
- W takim razie co jeszcze tu robisz? - spytał naburmuszony.
- Siedzę nie widać, zająłeś moją miejscówkę koleś - powiedziała ze śmiechem.
Mikaelson próbował ją zahiptotyzować. Ta zbyła go tylko machnięciem ręki. Ręki na którą nałożona była bransoletka z werbeną.
- Skąd to masz? - spytał zaciekawiony.
- Cały czas będziesz zadawał głupie pytania? - tym razem to ona zadała pytanie.
- Może, więc?
- Wiesz wiem trochę o tym świecie.
- Skąd?
- Wiesz, że to bardzo ciekawe pytanie.
- Nie zbywaj mnie. Skąd? Skąd wiesz o naszym świecie? I dlaczego tu siedzisz?
- Po pierwsze nie zbywam Cię. Po drugie mam coś z tym wspólnego. A po trzecie to moja miejscówka mówiłam Ci już.
- Urocza - powiedział ironicznie.
- Jak tam sobie chcesz - odparła zabierając trunek z jego ręki. Oddał bez żadnych protestów. Potrzebował teraz towarzystwa, a ta dziewczyna była niezwykła.
- Ok.To może inny zestaw pytań. Jak masz na imię?
- Sara.
-  Sara? Ładnie.
- Wiem - oddała mu alkohol.
- Pewna siebie lubię takie.
- Jeśli nie chcesz żeby z tego ładnego noska zaraz poleciała krew natychmiast przestań.
- Ej no nie daj się prosić
- Lepiej mi to oddaj - odburknęła wskazując butelkę.
Gość do picia właśnie tego było mu trzeba. I to nie byle jaki gość do picia. Bardzo, ale to bardzo seksowny.
- Jest impreza plażę dalej przyłączysz się? - zapytała ironicznie.
- Z miłą chęcią - powiedział wstając. Gdy już stał na nogach podał jej rękę. Ujęła ją wstała po czym poszła przodem.
Droga na imprezę nie była łatwa. Cały czas gapił się na jej zgrabny tyłeczek. Ta wiedząc o tym robiła różne rzeczy aby go sprowokować. I kto by pomyślał, że w okresie totalnego załamania znajdzie piękną kobietę, która może być jego podporą. W tym trudnym świecie zrozumienia, a także sexu. Chciał tego jak nigdy. Jeszcze nikt nie pociągał go tak bardzo jak ta mała, pyskata kobietka. Wiedział, że z czasem i tak dojdzie do ich zbliżenia. Czekał na to. Zapomniał w końcu zapomniał. Zapomniał o tym jak głupia smarkula z Mystic Falls zmieniła jego życie. Chciała go zdominować. Chciała aby był grzecznym chłopcem. A on nigdy taki nie był. Przy Sarze mógł być sobą. Prawdziwym sobą. Nie jakąś marną podróbką, którą chciała z niego uczynić Ally dla własnej przyjemności. Ma tego dupka. Nie wiedział nawet jak ma na imię. Ale był mu wdzięczny. Wdzięczny za to uratował jego prawdziwe ja .Pełne złości, żądzy krwi; seksu i alkoholu.

Kol przez cały czas trwania imprezy borykał się z erekcją. Sara najzwyczajniej w świecie nie zwracała na to uwagi. Co rusz podsycała ogień w jego spodniach, a gdy tylko chciał jej dotknąć odsuwała się. Wiedziała co robiła i z kim ma do czynienia. Wiedziała, że on bezgranicznie jej pragnął. I robiła wszystko aby być blisko, a również daleko. Czy to miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, nie  pewnością nie no bo niby dlaczego. Dlaczego ktoś taki jak on miałby zawracać sobie głowę zwykłymi śmiertelnikami. Gdy " ciężar " w jego spodniach stał się nie do wytrzymania poszedł w ustronne miejsce i zwalił konia. Został jednak nakryty. Nie przez Sarę, Ally która z niewyjaśnionych powodów mogła się znaleźć tu na miejscu, a przez niego. Okropnego, wrednego starszego brata.
- Oj ktoś się tu nam zaspokaja - powiedział ze śmiechem.
- Odwal się.
- Może tak, może nie, mam sprawę - rzekł.
- Klaus Mikaelson ma sprawę i zwraca się z tym do swojego braciszka jak miło - odpowiedział z pełnym ironii śmiechem.
- Kol czemu nie jesteś teraz z Ally?
- Cóż znudziła mnie.
- Znudziła Cię. Czyli już nie darzysz jej uczuciem takim jak wcześniej. Już nie chcesz aby była szczęśliwa. Chcesz aby została tam w tym wielkim domu bez możliwości porozmawiania z kimkolwiek. Aby zamknęła się jeszcze bardziej niż przedtem. Damon z Rebekhą nie wiedzą jak jej pomóc. Nie odzywa się do nikogo. Może ty wiesz o co chodzi? Może to ty jesteś w to zaplątany? Może to przez ciebie?
- Tobie już do reszty odjebało?
- Mi? Nie mi nie, ale Tobie chyba tak jeśli dajesz komuś nadzieję na lepsze jutro, a potem zostawiasz. Zostawiasz mimo, że tego kogoś kochasz całym swoim sercem, które jak sprawdzali medycznie jednak masz. Smutne nie?
- Czy ty nie potrafisz zrozumieć, że dla mnie i dla Allssy nigdy nie było wspólnej przyszłości? Ona chciała zmienić mnie za wszelką cenę w grzecznego, miłego chłopca. A ja jestem dokładnym tego przeciwieństwem. Przejrzałem na oczy bracie - powiedział to ostatnie słowo z sarkazmem.
- A teraz wybacz muszę poszukać pewnej gorącej laski, na którą jestem bezgranicznie napalony. Żegnaj - wydusił z siebie i poszedł szukać swojej towarzyszki.
Znalazł ją na parkiecie. Tańczyła ostro trzymając w ręku butelkę bourbona. Czy to możliwe, że już ją uwielbia. Z pewnością.
- Gdzie mi tak nagle zniknąłeś przystojniaczku? - zapytała ze śmiechem,
- Musiałem załatwić to i owo - wskazał ręką na spodnie.
- Rozumiem i przepraszam - podała mu butelką.
- Masz za co, ale chyba wiem jak możesz to naprawić.
- Więc? - zapytała.
- Choć ze mną na plażę - zaproponował.
- Ale już na niej jesteśmy kotku.
- Nie tutaj. Gdzieś w ustronne miejsce. Cukiereczku.
- Tam gdzie wtedy?
- Na przykład. Chyba, że znasz lepsze miejsce.
- Raczej nie no chyba, że masz na myśli moje mieszkanie.
- Ciekawie, ciekawie, ale dzisiaj wolę plażę.
- Jak tam chcesz.
Kilka minut później znaleźli się na sąsiedniej plaży. W miejscu w którym się poznali. Siedzieli w ciszy i delektowali się bourbonem. Nie przejmowali się niczym. Myśleli tylko o tym co będzie potem. Jak potoczy się ich znajomość. Kol nie przejmował się nawet swoim starszym bratem, który jak to miał w zwyczaju pouczał go jak ma żyć. Sam zalecał się do swojej dziewczyny jakieś 10 lat, a tu nagle zgrywa dobrego brata którym nigdy w życiu nie był i radzi mu aby wracał pod pantofel. Nie takie rzeczy to nie z nim. Niech Ally zajmie się swoim wspaniałym przystojnym przyjacielem z którym miała czelność się całować wiedząc, że on jest w pobliżu. Nie byli parą to prawda, ale chyba trzeba być ślepym aby nie widzieć, że ktoś się w kimś kocha. Niebo nad Sarą i Kolem było gwieździste. Powietrze ciepłe i rześkie. Jednym słowem było idealnie na pierwszą randkę.
- To co pocałujesz mnie? - spytała wesoło.
- A chcesz? Zabrał butelkę z jej ręki.
- Szczerze? Nie potrafiła ukryć iskierek wesołości w swoich oczach.
- Zawsze...
- To nie. Obydwoje nie mogli ukryć śmiechu. Znali się od kilku godzin, a zachowywali jakby byli blisko całe życie. Kol oddał jej butelkę  i przybliżył swoją twarz do jej. Po chwili ich usta złączyły się w gorącym pocałunku.
- Ja wcale tego nie chciałam.
- Chciałaś, chciałaś - zaprzeczył.
- Może i masz rację - powiedziała z szyderczym uśmiechem - Ale prawda jest taka, że nie całuję się na pierwszej randce.
- Ale to wcale nie jest nasza pierwsza randka.
- Nie? - spytała przekornie.
- Nie. Otóż to jest nasza druga randka. Więc jeśli nie masz nic przeciwko. Wziął pustą butelkę po trunku rzucił gdzieś na piasek i ponownie ją pocałował.
- W takim razie jeśli to jest nasza druga randka to kiedy była pierwsza?
- Hmm, wiesz to jest bardzo ciekawe pytanie. Można je rozpatrzyć na kilka możliwych sposobów.
1. Ty będziesz mówiła swoje ja swoje i później pójdziemy na kompromis.
2. Możemy zaliczyć nasze pierwsze spotkanie w tym miejscu za pierwszą randkę.
3. Mogę ściągnąć z twojej ślicznej rączki tą bransoletkę i Cię zauroczyć, ale coś czuję, że pijesz herbatkę z werbeny.
4. Możemy pominąć kwestie randki i zacząć się całować.
- Wiesz mam problem z wyborem między 1 a 4. Obie brzmią ciekawie. Dlatego chciałabym wykorzystać koło ratunkowe aby udzielić właściwej odpowie...
Nie zdążyła dokończyć swojej arcyciekawej kwestii ponieważ leżała na piasku przykryta ciałem Kola całując jego pięknie wykrojone usta.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Ogłoszenia Parafialne

Wszem i wobec ogłaszam, że nowy rozdział pojawi się najpóźniej w niedzielę. Przepraszam was za to, że nie wcześniej ale mam pewne problemy. Jednak jako wynagrodzenie tak długiej nieobecności postaram się napisać pewną miniaturkę, która chodzi mi po głowie już od jakiś kilku miesięcy :)
Kocham Was, Ianka ;*

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 20.

Mam dla Was kolejne coś czego rozdziałem nazwać nie można...
Po przeczytaniu go mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli ok?
Kocham Was ;*
Następny rozdział powinien pojawić się jeszcze w tym miesiącu...
Jednak powiadomić Was muszę z bólem serca, że powoli zbliżamy się do końca....
Niestety... Pozdrawiam i życzę miłego czytania ;)
PS. Zostawcie po sobie jakiś komentarz to naprawdę miłe :)


Kol zapadł się pod ziemię. Nie było go w domu ani nigdzie w okolicy. Ally próbowała się do niego
dodzwonić, ale bezskutecznie. Sama świadomość, że odszedł przez nią powodowała, że chciało jej się płakać. Była jednak silna. Wiedziała, że za dużo łez już wypłakała przy nim i przez niego. Ale nadal nie wiedziała co zrobić. Skontaktować się z jego rodziną też nie mogła bo nie wiedziała jak.
Żeby się uspokoić poszła nad wodospad oddalony około kilometra od jej miejsca tymczasowego zamieszkania. Siklawa nie była duża, mieściła się w głębi mrocznego lasu. Jednak tylko tam dziewczyna czuła się sobą. No może nie tylko tam bo w ramionach Pierwotnego też nie było najgorzej. Miejsce to kojarzyło się z tym co straciła dawno temu ze swoją niezależnością, którą miała jeszcze przed końcem I wojny światowej. Stacjonowała wtedy w Polsce. Co dzień oglądała zmarłych, rannych, głodujących. Było jej smutno bo wiedziała, że nic nie może zrobić. Jej jedynym źródłem światła w tamtych czasach był on. Zane McAlister. Żołnierz, który zdobył jej największy podziw. Do siedziby spokoju szła dość szybko. Chciała bowiem poczuć na skórze ten cudowny, rześki dotyk wody. To zawsze ją odprężało. Gdy już dotarła na miejsce zobaczyła na kamieniu coś niebywałego. Siedział tam przystojny mężczyzna w czarnej, skórzanej kurtce. W przetartych spodniach tego samego koloru i w szarym podkoszulku. Dopiero po chwili rozpoznała go. Rozpoznała swojego stwórce. Gdy odwrócił głowę w jej stronę jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była pusta. Podeszła bliżej. On gestem ręki wskazał jej aby usiadła obok niego. Formalny jak zawsze pomyślała, a przecież spędziła z nim tyle cudownych chwil. - Co tu robisz? - spytała nieśmiało.
- Jestem - odparł.
- Po co? Dlaczego mi to robisz? Dlaczego teraz? Dlaczego teraz kiedy prawie o tobie zapomniałam? Teraz kiedy staram się ułożyć wszystko na nowo.
- Tęskniłem, brakowało mi ciebie - powiedział.
- Ja też tęskniłam, ale to było dawno, bardzo dawno teraz znaczysz dla mnie mniej niż nic.
- Nie mów tak nawet nie wiesz ile dla ciebie poświęciłem.
- Ty dla mnie? Nie żartuj.
- Nie wiesz co się działo. Nie wiesz przez co przechodziłem. Jak żyłem. Co robiłem. Nic o mnie nie wiesz.
- Wiem jedno nic się nie zmieniłeś od naszego rozstania.
Dziewczyna podniosła się i chciała odejść jednak nieznajomy (to znaczy nie znajomy dla nas, a znajomy dla niej) chwycił ją za rękę przyciągnął do siebie i wyszeptał w jej usta
- Nie to ja wiem jedno... bardzo Cię kocham i to jest jedyny powód mojego powrotu - po czym ją pocałował. Ally na początku się szarpała, lecz później poddała się magii chwili. W krzakach coś się poruszyło. Wyłonił się z nich Kol.
- To nie tak jak myślisz - wytłumaczyła się.
- Ale właśnie, że tak jak myślę - powiedział po czy poszedł w stronę domu. Dziewczyna chciała go gonić jednak ktoś ją zatrzymał.
***

Kol wracał w złości do domu. Był wściekły na Ally i jej "przyjaciela". No może nie na nią, ale na niego, bo na nią nie mógłby się gniewać.
 Po 1. Była dla niego zbyt ważna, po 
2. Wcale ze sobą nie byli.
Pakowanie wychodziło mu dość sprawnie. Już po 15 minutach miał spakowaną całą walizkę. Zostawił ją jednak w pokoju i pojechał do "sklepu" kupić bransoletkę nafaszerowaną werbeną. Miejsca w którym ją kupił chyba jednak nie można było nazwać sklepem. Należało do pewnej czarownicy i nie każdy je znał. 
~ Godzina później ~
Pierwotny wrócił  już do domu. Allyssa też się już w nim znajdowała. Mikaelson miał nadzieję, że nie jest z tym... Nie, nie była. Siedziała zamknięta w pokoju próbując zapanować nad łzami. Nie wychodziło jej to jednak najlepiej. W chwili gdy przestała się nad sobą rozczulać, a również płakać ktoś zaczął pukać do drzwi.
- Proszę - powiedziała.
Do pokoju wszedł Kol. Ubrany był w to co zawsze czyli skórzaną kurtkę, czarną podkoszulkę i ciemne spodnie. Wyglądał w tym zestawieniu bardzo seksownie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. 
- Co chciałeś?- spytała.
- Chciałem się pożegnać - odparł smutno.
- Dlaczego wyjeżdżasz? Jeśli chodzi o to co dziś widziałeś to nic nie znaczyło - wytłumaczyła się.
- Nie Ally to nie chodzi o to, miałem wyjechać już dawno, ale myślałem, że nie jesteś jeszcze gotowa aby zostać sama. Dzisiaj zauważyłem, że przetrwasz. Masz go - skłamał.
- Ale ja nie chcę żebyś wyjeżdżał.
- Ja też nie, ale muszę.
- Nic nie musisz... nigdy nie musiałeś - szepnęła wycierając łzy dłonią.
- Mam coś dla ciebie.
- Nic nie chcę - odpowiedziała.
Kol podszedł do niej i blisko jej warg wyszeptał.
- Kocham Cię Allysso. I właśnie dlatego nie mogę być egoistą. Dlatego nie możesz o tym wiedzieć. Nie zasługuję na ciebie, ale inni tak - powiedział po czym pocałował ją w czoło przerwał aby dokończyć - Szkoda, że nie będziesz tego pamiętać. Ale tak musi być - zahipnotyzował ją. W wampirycznym tempie wyskrobał coś na kartce założył jej bransoletkę i wybiegł z domu wraz z walizką. Wyjeżdżał aby ją ocalić. Aby ją chronić. Chronić przed nim tylko i wyłącznie przed nim.
***

~ Retrospekcja ~

Było ciepłe lato. Grupa ludzi nad jeziorem bawiła się świetnie. Kąpali się, chlapali wodą, a także rozpalali ognisko. Była wśród nich piękna dziewczyna. Miała długie, brązowe włosy. A ubrana była w śliczną sukienkę na wzór lat 50 XX w. Ktoś z nich przyniósł nawet Boom - Box. Gdyby zobaczył ich ktoś z zewnątrz trudno byłoby mu odgadnąć z jakiej dekady pochodzą. Łączyło ich tylko jedno. Ten sam kolor skóry, włosów i dwie blizny na plecach w równej odległości, których nie miała tylko ona. Jeszcze.
-  To co dziś robimy?- spytał się wszystkich mężczyzna ubrany w białą lnianą koszulę i bryczesy. Niezbyt dobry strój na plażę, ale nikt z nich o to nie dbał.
- Szczerze mówiąc to myślałam, że ty wymyślisz zabawy na dziś - powiedziała piękność.
W tej chwili za drzew wyszedł przystojny mężczyzna. Oczy jedynej kobiety zwróciły się na niego.
Podszedł bliżej. Inni wcale nie wydawali się nim zbytnio zainteresowani.' Jakby go już znali, ale skąd? Przecież wszędzie chodzili razem. Byli jak rodzina, której nigdy nie miała, więc?
- Dzień dobry - powiedział całując ją w rękę.
- Dzień dobry - odpowiedziała grzecznie.
Już po kilku godzinach była nim oszołomiona,a także zauroczona. Gdy słońce już zaszło i na niebie pojawił się księżyc spacerowali trzymając się za ręce. Żadne z nich nie dbało, że to wszystko dzieje się zbyt szybko.


Ally:

Zostałam sama w tym wielkim domu, ale to tylko i wyłącznie moja wina. Gdybym nie dała się znów zmamić na jego urok osobisty. A nie powiem nabierałam się na niego za każdym razem. Miałabym się teraz do kogo odezwać. Kol jaki jest każdy wie, a ja poznałam już jego wszystkie wcielenia. Od czułego, spokojnego do żywiołowego, wrednego, aroganckiego dupka. Było bymiło gdyby wrócił, ale cóż nie będę rozpaczać. Nie żeby miał z tego satysfakcję, bo gdyby się dowiedział miałby na pewno. Naiwna dziewczynka, która myśli, że w końcu mogłaby być szczęśliwa. Szczęśliwa tu i teraz co jest kompletnie nierealne płacze bo jej się w życiu nie poszczęściło.

Po wyjechaniu Kola dziewczyna rozmyślała nad sobą i życiem. Nad tym czemu cały czas zostaje sama. Każdy wystawia ją do wiatru. W czasie takiego rozmyślania mimowolnie podeszła do biurka. Gdy było jej źle, malowała. Najczęściej rzeczy bardzo prymitywne. Szukając w stosie papieru kartki odpowiedniej wielkości natrafiła na to. Koperta zaadresowana do niej,

Jeśli to czytasz to oznacza, że mnie już tam z tobą nie ma. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie stwierdzić z jakiego powodu. Pożyjemy zobaczymy - chyba tak to mówią ludzie. Nie jestem pewien. Wiem jednak, że jesteś dużą dziewczynką i z pewnością poradzisz sobie sama. Wiem również, że to,że mnie tu nie ma oznacza, że bardzo tęsknie. I nie zaprzeczaj bo ja wiem lepiej. Słuchaj się starszych mała. A teraz coś od siebie. Pamiętaj o tym. "Kilka razy udało mi się być skończonym sukinsynem, ale nigdy w stosunku do ciebie. Mam nadzieję, że kiedyś na górze zostanie mi to policzone". Rozumiemy się?Zadzwoń czasem. Może znajdę chwilę między bzykankiem a zataczaniem się od nadmiaru alkoholu. I masz zapamiętać jeszcze jedno obojętnie gdzie będę to będę Cię chronił. Więc masz się bać. I gdy intensywnie o mnie pomyślisz to duszą będę przy Tobie. Ale nie wyobrażaj sobie, że się zmieniłem to niemożliwe. Nadal jestem strasznym aroganckim dupkiem.
Kol.

Czytając to płakała albo się śmiała. Była szczęśliwa. Nie z powodu jego wyjazdu, ale z tego, że obojętnie gdzie jest i co robi pamięta o niej. O niej o której nie pamiętał nikt dopóki nie zjawił się w jej życiu. Tylko, że z czasem pewnie będzie musiała wyjawić swoją tajemnicę, a tego nie chciała. Nie wiadomo jak by ją odebrał. Był w końcu Kolem Mikaelsonem. A z takimi nigdy nie szło łatwo. Myśląc nad takimi błahostkami znalazła potrzebne przybory i zaczęła szkicować.  kości policzkowe. Zgrabne, pełne usta. Idealnie wykrojone ciemne oczy. Krótkie, zmierzchwione czarne włosy. Dopiero po skończeniu swojej pracy zauważyła, że narysowała Pierwotnego. Ale dlaczego? Dlaczego tak się nim zafascynowała? Był kochany na swój dziwny, inny sposób. Ale ona go nie kochała. Przynajmniej tak wtedy myślała.

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 19.


Ten rozdział jest okropny. Najchętniej zmieniłabym w nim dosłownie wszystko.
Obiecałam wam jednak, że wstawię coś przed końcem roku.
Tak więc macie to COŚ...
Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego dziwnego rozdziału jeszcze zostaniecie ze mną.
Pozdrawiam Ianka ;*




Noc Kola minęła bezsennie. Zły wampir leżący w jednym łóżku z cnotką to chyba nie najlepsze rozwiązanie. Oczywiście do niczego nie doszło, ale mogło. Prawda? I jak on by jej później spojrzał w oczy? No, ale cóż sumienie ma czyste. No przynajmniej pod tym względem. Gdy Pierwotny tak leżał myślał o trzech najważniejszych rzeczach w jego życiu.
1. Dlaczego staje się dobry?
2. Dlaczego właśnie teraz ma ochotę założyć rodzinę?
3. Dlaczego chce naprawić wszystko naprawić. 
Wszystkie te trzy rzeczy wiązała ona. Dostrzegał to, że z dnia na dzień coraz bardziej się w niej zakochuje. Ale zaraz on nie mógł kochać. Nie był do tego zdolny. Już jego matka o to zadbała jakieś 1100 lat temu. To co to było za uczucie? Jak nie miłość to co? Przyjaźń na pewno nie. Zauroczenie też nie. Zauroczenie mijało mu po dwóch dniach. Czyli to miłość. Oni nie mogą być razem. Jest nawet na to kilka powodów.
1. Nie pasują do siebie.
2. Nie pasują do siebie.
3. Nie pasują do siebie.
4. Nie pasują do siebie.
(...)
11111111. Nie pasują do siebie.
Mimowolnie przytulił Ally jeszcze bardziej do siebie. Chciał ją chronić, rozśmieszać i być jej osobą do której zawsze będzie mogła wracać. 
- Dzień dobry - powiedziała wesoło.
- Dzień dobry promyczku - odparł smutno.
- Ej Kol co się stało - zapytała.
- Nic.
- Kolu Mikaelsonie co się stało? - zapytała ponownie.
Usłyszała od niego znów to samo nic nie znaczące "Nic".
Dlatego przytuliła się do niego jeszcze mocniej i wyszeptała w jego tors:
- I tak się dowiem.
Pierwotny objął ją ramieniem.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Zawsze.
- No, więc jak byłem ostatnio w barze to spotkałem tam naprawdę cudowną kobietę. Jest perfekcyjna pod każdym względem. Anioł. Piękna, inteligentna i radosna. Możesz mi wierzyć lub nie, ale nigdy nie spotkałem kogoś takiego. Mogę z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Chyba się zakochałem. Ally naprawdę się zakochałem. Mimo to odpuściłem. Ona jest zbyt słodka i niewinna, żeby być z kimś takim jak ja. Związek ze mną może ją zniszczyć. Zniszczyć jej delikatną naturę. Przypomina mi, królewnę Śnieżkę wiesz?
Allyssa podniosła głowę, ukazała swoje smutne oczy. Patrzenie w nie sprawiało mu niewyobrażalny ból.
- Nie możesz tak myśleć, rozumiesz? Ja też tak myślałam i popatrz do czego mnie to doprowadziło.
- Do mnie - pomyślał Kol.
Leżeli tak jeszcze moment w zupełniej ciszy którą przerwała dziewczyna.
- Co byś zjadł na śniadanie? - zapytała słodko.
Ciebie - pomyślał, lecz odpowiedział - Nie wiem zaskocz mnie.
- W takim razie mnie puść.
- Dobrze już dobrze.
Gdy tylko to uczynił panienka Salvatore wyskoczyła z łóżka i w ekspresowym tempie zniknęła za drzwiami łazienki.
***
Z kuchni wydobywały się niezwykłe zapachy, które roznosiły się 
po całym domu. Pachniało bardziej obiadem niż śniadaniem. No, ale w końcu było ok 15: 30. Żadne z pary tych dwojga nie mogło uwierzyć, że spali do tej godziny. Gdy Pierwotny wszedł do kuchni ujrzał tam Allyssę w różowym fartuszku z wyszytym imieniem. Wyglądała w nim tak słodko. Na włosy założyła opaskę, a na nogi puchate papcie w tym samym kolorze co fartuszek. Nie chcąc jej przeszkadzać mężczyzna oparł się o framugę, skrzyżował ręce i rozmarzył się o przyszłości.... o przyszłości z nią.
- Kol śniadanio-obiadokolacja gotowa - krzyknęła najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że jest z nim w jednym pomieszczeniu. Ten zaś nie odpowiadał i nadal z ciekawością się jej przyglądał.
- Ładnie wyglądasz w tym fartuszku mógłbym się aż zakochać - powiedział po chwili. Bzdura przecież już ją kochasz wysyczała jego podświadomość.
- Dziękuję - powiedziała po czym dodała - a teraz jeśli chcesz coś zjeść nakryj do stołu.
Pierwotny westchnął głośno po czym zabrał się do pracy. Uwinął się dość szybko, ale zniknął na jakieś 10 min z pola widzenia dziewczyny. Jak się później okazało nie potrafił wybrać wina do śniadanio - obiadokolacji jak to wcześniej stwierdziła Allyssa. Gdy już wszystko było skończone zabrali się do jedzenia.
  ~ Ok. 30 min później ~
- Mam pewien pomysł - powiedziała Ally z szyderczym uśmiechem.
- Zamieniam się w słuch - odparł Pierwotny.
-Zagrajmy w szachy i ten kto wygra będzie mył naczynia.
- W takim razie przygotuj się na spotkanie z wodą - zaśmiał się.
- Chyba ty - krzyknęła zza drzwi.
Partyjka później...
- Dałem Ci wygrać.
- Nie wcale nie po prostu nie potrafisz grać i taka jest prawda pogódźmy się z nią - odpowiedziała.
- Nie prawda.
- Oj  prawda, teraz spadaj do kuchni myć naczynia, a ja poszukam jakiś fajny film.
- Tylko nie wybieraj nic o wampirach mam ich dość.
- Rozpatrzę twoją prośbę.
***
Kol zmywał grzecznie naczynia (w długich żółtych, gumowych rękawiczkach i płaszczu przeciwdeszczowym) jak na razie nic nie stłukł do czasu...
- Uśmiechnij się - powiedziała wesoło stojąc za nim z kamerą - muszę zrobić film dokumentalny o prawdziwych wampirach.
- Ja ci zaraz dam.
- Co mi dasz? Zaczęłam lubić prezenty od ciebie.
Ten podszedł do niej złapał za ręce i przygwoździł do ściany. Jej serce biło coraz szybciej. Bała się. Pierwotny jeszcze przez chwilę trzymał ją w niepewności po czym ze śmiechem powiedział
- Kilka milionów wyświetleń na "Youtube".
Gdy tylko to powiedział Ally odetchnęła z ulgą.
- Proszę Cię pamiętaj, że nigdy nie byłbym w stanie Cie skrzywdzić. Proszę Cię pamiętaj o tym - odparł ze smutkiem wychodząc.  

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 18.


~Tego samego dnia ~

Słońce nadal pozostawało schowane za ciemnymi, burzowymi chmurami. Deszcz padał. Za oknem było widać tylko ogród bez żadnej oznaki życia. A może to i lepiej? Chociaż z jednej strony ktoś na pewno chciałby rozłożyć skrzydła. Poczuć dreszcz na plecach, który za chwilę przerodzi się w ekscytację. 


Ally już dawno poszła spać. Była zmęczona pogodą, nowymi doznaniami, a także rozmową. Nie lubiła rozmawiać, a już na pewno nie o takich rzeczach. Wspomnienia wraz z poczuciem winny dopadły ją. Dopadły ją tu i teraz. Czy zostanie kiedykolwiek odkupiona? Czy jeszcze kiedyś ujrzy matkę? Czy zobaczy tego którego nie cierpiała, a jednak szczerze kochała? Na te pytania jeszcze nie znała odpowiedzi. I pewnie nigdy się tego nie dowie. 


~ Sen Ally ~

Wszędzie do o koła otaczały ją kwiaty, drzewa, rzeźby. Była w ogrodzie. Gdyby się postarała i odświeżyła pamięć pewnie wiedziałaby gdzie się znajduje.Jednak teraz nie rozpoznawała w nim nic znajomego. Nic oprócz jego. Był taki sam. Nie zmienił się wcale od ich ostatniego spotkania. Jego kruczoczarne włosy opadały tworząc fale na jego muskularne ramiona przyozdobione tatuażami. Jego fiołkowe oczy błyszczały wesołością. On sam emanował niewyobrażalną siłą, spokojem i opanowaniem. Pozostał taki jak zawsze. Ubrany w czarne rybaczki wyglądał seksownie. Naga klatka piersiowa prezentowała się wspaniale w blasku światła. Jego światła. Wolnym krokiem podeszła do niego i położyła delikatnie dłoń na jego policzku. 
- Tęskniłam, tak bardzo za tobą tęskniłam - szepnęła.
- Wiem - odpowiedział nieznajomy - ale tak musi być i my wiemy o tym najlepiej, pamiętaj o tym co mi obiecałaś - dodał po czym delikatnie złączył swoje wargi wraz z jej. 
Pocałunek był czuły i romantyczny. Coś jednak było nie w porządku. Coś zaburzało wewnętrzny spokój tych dwójki nieszczęśliwych kochanków. Spotkanie po latach, upojne chwile, a później szybka śmierć taka była przyszłość dla nich . Oni wiedzieli o tym. Wiedzieli o swoim przeznaczeniu. Żadne z nich nie przejmowało się  tym jednak za bardzo. Nie w tej chwili. 
- Ally muszę Ci coś powiedzieć... Tylko to zdążył wymówić, bo dziewczyna nagle się obudziła. Przyczyną był grzmot. Silny i niebezpieczny, a jednak pełny uroku. Taką pogodę zawsze kojarzyła z nim. 

~ W czasie gdy Ally spała ~


Kol siedział przy kominku w salonie popijając bourbona i czytając "Namiętność" Lauren Kate. Lubił tę książkę. Historia nieszczęśliwych kochanków. I chyba właśnie to mu tam pasowało. Chcieli być razem, ale nie mogli. On ją gonił ona uciekała. Niby to tylko fikcja literacka, ale on czuł, że coś łączy go z tą powieścią. Nic nie było tam idealne. Tak samo jak w jego życiu. Co prawda on nie musiał patrzeć nie wiadomo ile razy na śmierć swojej jedynej miłości. On nikogo takiego nie miał. Liczyło się poświęcenie. Po chwili na karku poczuł czyjeś delikatne ręce. Dopiero po momencie wiedział, że to dłonie Allyssy. Stała za nim ubrana jedynie w czarny, jedwabny szlafrok. Patrzyła na ogień.

- "W każdym życiu wybiorę ciebie, tak jak ty wybrałeś mnie. Na zawsze." - szepnęła nadal spoglądając na iskrzące się płomyki.
Kol nie wiedział co powiedzieć, dopiero po chwili zapytał.
- Czemu nie śpisz?
- Burza - odparła trzęsąc się.
Kol wstał z fotela i przystanął obok niej po czym przytulił. Gdy tylko to uczynił Ally zaniosła się płaczem.Tylko ona wiedziała jaki jest jego powód. Pierwotny nie wiedząc co ma zrobić wziął dziewczynę na ręce i usiadł w fotelu.
- Ciii już ciii - szeptał jej do ucha. Płacz powoli ustawał. Po 30 min ustał już zupełnie i zastąpił go sen.  Siedzieli tak chwilę jednak Kol podniósł się i zaniósł ją do sypialni. 

~ Sypialnia Ally ~

Pokój senny wyglądał mniej więcej tak. Mikaelson położył panienkę Salvatore na łóżku, przykrył kołdrą po czym wycofał się w stronę drzwi. Stanął jednak w miejscu patrząc na piękną, śpiąca królewnę.
- Zostaniesz dziś ze mną - zapytała sennie.
- Dobrze - odpowiedział, przeniósł fotel tak, że teraz stał koło jej łóżka i usiadł.
- Nie tam - zaprzeczyła - tutaj - pokazała na łóżko i odchyliła kołdrę.
- Nie powinniśmy - powiedział łagodnie.
- Zboczeniec - zażartowała - chodzi o to, że boję się burzy.
- Trzeba było tak od razu - odparł wchodząc na wyznaczone miejsce. 
- Dziękuje - rzekła, przytuliła się do " przyjaciela"  i zapadła w sen.
Młody Mikaelson pozostał przytomny.  
-----------------------
Kolejny rozdział... Mi się zbytnio nie podoba... Ale trudno. Mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba :) 
Pozdrawiam ;*
Proszę również, żeby każdy kto to przeczyta zostawi komentarz. 

Może to być zwykły uśmiech. 
Muszę wiedzieć ile osób to czyta... Z góry dziękuję :*

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 17.

Po drodze Kol zajechał do sklepu z ubraniami. Po dłuższym zastanowieniu stwierdził, że nie pokaże się nigdzie cały w bitej śmietanie. Naprawdę musiałoby to wyglądać przekomicznie. Nawet małe dzieci, które wracają  z zabawy są czystsze. Gdy już weszli do centrum każde poszło w swoją stronę. Spojrzenie ludzi cały czas lądowało na nich. Pierwsze co zrobiła Allyssa to skorzystała z łazienki. Zamknęła się w niej i umyła i poprała swoje ubrania. Suszyła je suszarką do rąk. Trochę to trwało, ale jakoś się udało. Gdy wyszła postanowiła pójść do jubilera. Kupiła tam bransoletkę dla Kola aby odwdzięczyć się za wszystko co dla niej zrobił. Wiedziała, że cena bransoletki nie zwróci mu wszystkich pieniędzy wydanych na nią, ale liczy się gest. Prawda? Na biżuterii kazała wygrawerować " You makes my dreams come true"... W końcu to była prawda. Z tego całego zamieszania z prezentem zapomniała o tym po co tu przyszła. Czyli o ubraniach. Pobiegła, więc szybko do najbliższego sklepu i kupiła to. Kol też nie próżnował. Tylko, że on nie kupił sobie nic nowego.
Poszedł do samochodu i ubrał wpakowaną wcześniej do bagażnika skórzaną kurtkę, czarną koszulkę i jeansy tego samego koloru. On wolał pójść do kawiarni zahipnotyzować jakiegoś mężczyznę aby ten dał mu swojego laptopa i zamówić bilety do Rzymu. Z Ally spotkał się przy fontannie w centrum handlowym pół godzinny później.
- A gdzie bita śmietana? - spytał.  
- Zmyła się w damskiej toalecie chłoptasiu, to pojedziemy już tam gdzie mamy?
- Z miłą chęcią powiedział - i obydwoje skierowali się w stronę auta.

~ 2 godziny później ~
- Ally zbliżamy się na miejsce, więc musisz to założyć - powiedział po czy podał jej czarną chustę aby przewiązała nią oczy.
- Po co?
- Ponieważ droga do miejsca do, którego teraz jedziemy ma być tajna i tylko nieliczni ją znają.
- Niech Ci będzie - powiedziała po czym przewiązała oczy.
Samochód przejechał przez bramę jechał ok 1 km korytarzem, który składał się z wierzb płaczących po czym stanął przed pięknym dworem. 
Pierwotny opuścił pojazd i podszedł do drzwi pasażera. Wziął Ally na ręce po czym postawił dopiero naprzeciwko willi. Odwiązał jej oczy i powiedział entuzjastycznie
- Niespodzianka.
Dziewczyna z wrażenia zaniemówiła. Przed nią stała wielka, piękna budowla. Za domem rozciągał się las. Trawa była równo przystrzyżona. Na trawniku przed domem było mnóstwo czerwonych kwiatów.
- To twój dom? - spytała.
- Nie, ten dom nie należy do nikogo z mojej rodziny.
- No to co tu robimy? - spytała niespokojnie.
- Powiedzmy, że znam właściciela - uśmiechnął się.
- To co wejdziemy do środka? - spytał.
- Pewnie - powiedziała po czym poszła wolnym krokiem do drzwi. 
Gdy już obydwoje byli przed nimi Kol wyciągnął klucze, otworzył zamek i zaprosił Ally do środka.
- A ty czemu nie wejdziesz? - spytała zaciekawiona.
- Nie mogę, właściciel mnie nie zaprosił.
- To co robisz dzwoń do niego, nie zamierzam siedzieć w tym domu sama, za bardzo się boję.
- Nie trzeba dzwonić, właściciel jest w domu.
- No to go zawołaj - ponagliła.
- Oj mój głupiutki skarbie.
- Co? - spytała oburzona.
- Nic nie rozumiesz? 
- Nie, a powinnam? - spytała. 
- To ty jesteś tym właścicielem, wszystkiego najlepszego kochanie - powiedział słodko.
- Jak to? 
- Jak się nie mylę to wczoraj miałaś urodziny, a z tego co wiem na pewno się nie mylę, więc zaprosisz mnie czy mam spędzić noc w altance?
Ally zrobiła przesadny ukłon po czym powiedziała:
- Możesz wejść, chyba, ale ja nie mogę przyjąć tego prezentu.
- Oj, możesz, możesz - powiedział po czym do środka wziął Ally na ręce po czym pognał na górę, postawił przed komórką i rzekł
- Jeśli będziesz niegrzeczna to tu będziesz siedzieć, rozumiesz?
- Tak rozumiem - powiedziała po czym podeszła do niego i się przytuliła.
- A to za co, czym sobie na to zasłużyłem? - spytał ciekawy.
- Dziękuję, za dom, za urodziny za wszystko... - mówiła w jego tors.
Po chwili jednak się odsunęła, wyciągnęła z torebki czarne pudełeczko, wręczyła mu je i powiedziała
- A to tak w podziękowaniu za to wszystko - i się uśmiechnęła.
***
Dzień zapowiadał się pięknie i spokojnie jednak skończyło się jak zawsze. Deszcz nie ustępował. Krople spływały wolno po szybach. Niebo było szare, a wszystko na dworze bezbarwne pozbawione chociaż części przyjemnego, jasnego blasku. Odcięci od reszty świata przyjaciele mieli w końcu czas i ochotę na to aby porozmawiać. Siedzieli w salonie na wygodnej sofie przy kominku, w którym skrzył się ogień. Byli tak pochłonięci rozmową, że nawet nie zwracali uwagi na pogodę. A towarzyszyła im cicha, spokojna muzyka klasyczna.
(...)
- To co powiesz mi w końcu skąd o nas wiesz?
- Może tak, może nie proszę Cię zostawmy to w spokoju.
- Nie Ally niczego nie zostawimy w spokoju.
- No niech Ci będzie zacznijmy od początku.
Był bardzo wczesny, letni poranek. Czytałam właśnie książkę na cmentarzu obok grobu mojej matki i w tym właśnie momencie pojawił się on...
- Kto?
- Dokładnie to nie wiem, wiem jedynie, że podawał się za Stefana jednak ja od początku wiedziałam, że nim nie jest było w nim coś innego..
- A mianowicie co?
- Był taki... To znaczy w jego oczach było widać mrok... Sam jego sposób chodzenia wyrażał pogardę wobec innych, a wujek nigdy taki nie był... Już po pierwszych słowach postrzegałam go jako aroganckiego dupka, ciebie zresztą też - uśmiechnęła się i odwróciła głowę aby zobaczyć wyraz jego twarz.
- No i do dalej? - zapytał nawet nie komentując tego co wcześniej usłyszał.
- No i co miało być dalej rozmawialiśmy, on opowiadał mi o swojej niespełnionej miłości szczerze mówiąc zrobiło mi się go żal, więc pogadałam z Bonnie o zasłonie oddzielającej nasz świat od tamtego wymiaru, no i co później umarła rozumiesz umarła przeze mnie - gdy to tylko powiedziała zaczęła płakać.
- Ej aniele to nie twoja wina rozumiesz? - powiedział czule i przytulił ją do siebie.

niedziela, 3 listopada 2013

Dziękuję...

 Chciałabym wam podziękować za
ponad 8 tysięcy wyświetleń. 
Jesteście kochani... ;*

Mam też pewną prośbę...
Wraz z koleżanką założyłyśmy na fb fanpage.
Dotyczy on TVD i THG.
Ona wtrąciła tam jeszcze Percy Jacksona. 
(Może ktoś lubi, ale ja wymiękłam po pierwszym rozdziale :D)
Także proszę o przysłowiowe "like"

Będę wdzięczna.... ;* :)


Ps. Proszę dodawajcie też komentarze... Ostatnio dodałam rozdział i są tam tylko dwa komentarze.
Czytam = komentuję... Mogą być nawet z anonima... Bardzo proszę :)